Dziennik Rozkazu 5123/1998: Policja wybiera bezczynność, ja uruchamiam art. 37 K.p.a. i NIK
Dziennik Rozkazu 5123/1998: Policja wybiera bezczynność, ja uruchamiam art. 37 K.p.a. i NIK
4 grudnia 2025 r. Komenda Miejska Policji w Zielonej Górze wysyła do mnie pismo, w którym – po pierwsze – potwierdza, że działa „na podstawie prawa” (art. 6 K.p.a.), a po drugie… stwierdza, że nie widzi podstaw do wydania decyzji w sprawie niedoręczonego rozkazu personalnego Komendanta Głównego Policji nr 5123/1998.
Innymi słowy: organ przyznaje, że problem istnieje, ale odmawia podjęcia rozstrzygnięcia. Zamiast decyzji administracyjnej (która mogłaby zostać zaskarżona), dostaję zwykłe pismo informacyjne. To klasyczny przykład tego, co w orzecznictwie nazywa się „pozornym załatwieniem sprawy”.
Dlaczego to nie jest decyzja, tylko bezczynność
Pismo z 4 grudnia 2025 r. nie spełnia podstawowych wymogów decyzji administracyjnej z art. 104 K.p.a.:
- nie jest nazwane decyzją,
- nie zawiera podstawy prawnej rozstrzygnięcia,
- brakuje pouczenia o prawie do odwołania.
W treści pisma Komendant Miejski pisze, że moje roszczenia mają „co najwyżej charakter cywilno-prawny”. Tym jednym zdaniem Policja próbuje zepchnąć sprawę do sądu cywilnego i jednocześnie uciec od odpowiedzialności za własne zaniechania – brak doręczenia rozkazu i wieloletnie utrzymywanie fikcji mojego zwolnienia.
Problem w tym, że organ administracji publicznej nie może zastępować decyzji zwykłym listem. Jeżeli uważa, że wszystko jest w porządku, powinien wydać formalną decyzję, z pełnym uzasadnieniem faktycznym i prawnym – po to, żebym mógł skorzystać z przysługującego mi środka odwoławczego.
Ponaglenie z art. 37 K.p.a.: oficjalne stwierdzenie bezczynności
5 grudnia 2025 r. wykonuję kolejny ruch. Składam do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp. formalne ponaglenie na bezczynność KMP, powołując się na art. 37 K.p.a.
W ponagleniu wskazuję wprost, że:
- KMP miała obowiązek rozstrzygnąć sprawę w formie decyzji, bo chodzi o mój stosunek służbowy i skutki braku doręczenia rozkazu 5123/1998;
- zamiast tego wydała pismo informacyjne, co w świetle orzecznictwa sądów administracyjnych stanowi przejaw bezczynności organu;
- KWP – jako organ wyższego stopnia – ma teraz obowiązek stwierdzić tę bezczynność i zobowiązać KMP do wydania decyzji w ustawowej formie.
Jednocześnie wysyłam do Komendanta Miejskiego osobne pismo „do wiadomości”, w którym informuję go, że ponaglenie zostało złożone, i załączam pełną treść tego środka zaskarżenia. Innymi słowy – nikt nie może już udawać, że sprawy nie ma.
NIK dostaje nowy materiał: obstrukcja zamiast naprawy błędu
Tego samego dnia przygotowuję też kolejne uzupełnienie wniosku o kontrolę doraźną do NIK. Tym razem załączam pismo KMP z 4 grudnia 2025 r. jako „Dowód aktywnej obstrukcji KMP Zielona Góra” i pokazuję, jak próba uniknięcia odpowiedzialności za jeden niedoręczony rozkaz wiąże się z roszczeniem na kwotę 10 mln zł.
Z perspektywy Najwyższej Izby Kontroli sprawa przestaje być „indywidualną skargą obywatela”, a staje się poważnym ryzykiem systemowym dla budżetu państwa:
- jeżeli w mojej teczce służbowej można latami „opierać się” na kserokopii rozkazu bez dowodu doręczenia, to ilu funkcjonariuszy w całej Polsce może mieć podobny problem?
- ile jeszcze jest „uśpionych etatów”, które w każdej chwili mogą przełożyć się na roszczenia o zaległe uposażenie, emerytury, odszkodowania?
Cofnięcie raportu w 2010 r.: KGP wiedziała, że nie godzę się na zwolnienie
Warto przypomnieć, że ten spór nie zaczął się wczoraj. Już 17 grudnia 2010 r. złożyłem do Komendanta Głównego Policji formalne oświadczenie o cofnięciu raportu z 14.09.1998 r. o zwolnienie ze służby. Powołałem się w nim na orzecznictwo WSA i NSA, które jasno wskazuje, że doręczenie rozkazu personalnego jest conditio sine qua non jego skuteczności.
Skoro rozkaz o zwolnieniu nie został mi nigdy doręczony, to – jak napisałem w tym oświadczeniu – mamy do czynienia co najwyżej z „kserokopią decyzji administracyjnej”, a nie z aktem wywołującym skutki prawne. Jednocześnie zadeklarowałem gotowość do służby od 1 stycznia 1999 r., wskazując, że w świetle prawa pozostaję nadal w stosunku służbowym.
Dokument został przyjęty i zarejestrowany w Komendzie Głównej Policji, co oznacza, że najwyższe kierownictwo formacji od lat wie o problemie niedoręczonego rozkazu i sporze co do mojego statusu służbowego. Dzisiejsza bezczynność KMP i unikanie decyzji nie jest więc „nieporozumieniem”, ale kolejnym ogniwem w długim łańcuchu prób obrony fikcji zwolnienia.
Co dalej?
Teraz ruch należy do Komendanta Wojewódzkiego Policji i – równolegle – do Najwyższej Izby Kontroli. KWP musi odnieść się do ponaglenia z art. 37 K.p.a., a NIK – ocenić, czy praktyka „domniemanego doręczenia” rozkazów i decyzji personalnych jest jednostkowym przypadkiem, czy elementem szerszego wzorca bezprawia.
Opisane tu dokumenty staną się kolejnymi eksponatami w Muzeum Bezprawia – cyfrowej kronice tego, jak państwo próbuje ratować budżet kosztem elementarnej logiki prawa administracyjnego. Bo jeśli niedoręczony rozkaz (zobacz dokument Policji) można uznać za skuteczny „na drodze domniemania”, to znaczy, że każdy z nas może pewnego dnia obudzić się z decyzją, której nigdy nie widział, ale która – zdaniem urzędników – od lat wywołuje skutki prawne.
Na to zgodzić się nie zamierzam.
Zbigniew Żbikowski, podkomisarz Policji (formalnie w służbie, bez przydziału służbowego – brak dowodu doręczenia rozkazu 5123)
Komentarze
Prześlij komentarz