ZARZUT WIDMO. Jak Rzecznik Policji mnie oczerniła, a potem Policja ścigała mnie za biedę, którą sama stworzyła.

ZARZUT WIDMO: jak rzecznik lubuskiej Policji mnie oczerniła, a potem formacja ścigała mnie za biedę, którą sama stworzyła

Ten wpis to kolejny eksponat w Muzeum Bezprawia. Historia jednego zdania, rzuconego do gazety przez rzeczniczkę lubuskiej Policji, które na lata oblepiło mnie etykietą „podejrzanego oficera” – bez decyzji, bez wyroku, za to z bardzo konkretnymi skutkami w moim życiu zawodowym i rodzinnym.

Rzecz dzieje się w okolicach 2006 roku. Po latach walki o byt, po bezprawnym ujawnieniu informacji z KRK i utracie pracy w cywilu, próbuję wrócić tam, skąd wszystko się zaczęło – do Policji. Przechodzę postępowanie kwalifikacyjne. Państwo, które wcześniej zepchnęło mnie w biedę, teraz ma szansę naprawić swój błąd i przyjąć mnie z powrotem.

Zamiast tego uruchamia Zarzut Widmo.

Gazeta Lubuska: „zastrzeżenia zdrowotne to nie jedyny powód”

W „Gazecie Lubuskiej” ukazuje się tekst o wymownym tytule – o byłym antyterroryście, który chce wrócić do Policji. Dziennikarz pyta wprost: dlaczego nie chcecie przyjąć doświadczonego funkcjonariusza, skoro narzekacie na braki kadrowe?


"Antyterrorysta chce pracy" - GAZETA LUBUSKA 

Odpowiedzi udziela rzeczniczka komendy wojewódzkiej. O żylakach kończyn dolnych wspomina mimochodem, ale za chwilę dokłada kluczowe zdanie – w rodzaju (parafrazuję sens, bez dosłownego cytatu):

Poza tym komendant przerwał proces rekrutacji z innych powodów. Zgodnie z prawem nie musi ich ujawniać.

To zdanie robi całą robotę. W jednym krótkim komunikacie kryje się kilka przekazów:

  • „coś jest na rzeczy” – bo same żylaki to za mało, żeby tłumaczyć tak kategoryczną odmowę,
  • „nie możemy powiedzieć” – więc obywatelu, wyobraź sobie sam, co tam w tych aktach musi być,
  • „prawo po naszej stronie” – skoro ustawa pozwala milczeć, to milczymy.

Tak powstaje publiczny cień. Obywatele słyszą tylko tyle, że „są inne powody, których nie wolno ujawniać”. Wystarczy, by w ich głowach zapaliło się: „na pewno coś przeskrobał.


Poza tym komendant przerwał proces rekrutacji z innych powodów. Zgodnie z prawem nie musi ich ujawniać” – rzeczniczka lubuskiej Policji w Gazecie Lubuskiej.

Zarzut, którego nigdzie nie wpisano

Najbardziej uderzające jest to, że nigdzie, w żadnym dokumencie, nie postawiono mi konkretnego zarzutu. Nie ma decyzji dyscyplinarnej. Nie ma wszczętego postępowania karnego. Nie ma nawet notatki służbowej, którą mógłbym zaskarżyć.

Jest za to sugestia rzucona do mediów – sugestia, że istnieje jakieś „coś”, co dyskwalifikuje mnie jako policjanta. Coś, czego rzekomo nie wolno ujawniać opinii publicznej.

To bardzo wygodne narzędzie dla każdej instytucji:

  • nie musisz nic udowadniać, bo „tajemnica”,
  • nie musisz nic opisywać na papierze, bo „nie ma obowiązku ujawniać”,
  • możesz za to zbudować komuś reputację kogoś „nie do końca czystego”.

Ja nazywam to Zarzutem Widmojest w głowach czytelników i przełożonych, ale nie istnieje w sensie prawnym.

Od „innych powodów” do „podłego alimenciarza”

Zarzut Widmo nie pojawił się w próżni. W tym samym czasie, gdy Policja budowała wokół mnie atmosferę niedopowiedzeń, państwo polskie miało już za sobą kilka poważnych błędów:

  • nie wypłacono mi uposażenia i zasiłku chorobowego, choć byłem ciężko chory i na zwolnieniu lekarskim, (zobacz dokument ZUS)
  • ZUS odesłał mnie z kwitkiem, uznając, że sprawa świadczeń jest „zastrzeżona” dla MSWiA (zobacz dokument ZUS),
  • BI Krajowego Rejestru Karnego bezprawnie ujawniło informacje o warunkowym umorzeniu, co zniszczyło moją karierę w cywilu. (zobacz dokumenty)

Ta spirala doprowadziła do zaległości alimentacyjnych. Nigdy nie kwestionowałem obowiązku utrzymania dziecka. Ale fakty są takie, że to państwo odcięło mnie od źródła dochodu, z którego miałem te alimenty płacić.

Mimo to w narracji Policji łatwiej było przykleić mi łatkę „alimenciarza” niż przyznać, że to system doprowadził mnie do biedy. W ustach rzeczniczki brzmi to tak, jakby chodziło o kogoś moralnie skompromitowanego, z którym „nie wypada” się zadawać.

Zarzut Widmo” z Gazety + „alimenciarz” – razem tworzą bardzo wygodny obraz: „takiego policjanta nie chcemy, a dlaczego dokładnie – nie wasza sprawa”.

Dokumenty mówią coś innego

Problem rzeczniczki polega na tym, że dokumenty nie potwierdzają jej opowieści.

W późniejszym piśmie Wydziału Kontroli KWP w Gorzowie Wlkp. z 21.09.2007 r. czytam czarno na białym, że:

  • postępowanie kwalifikacyjne wobec mnie zostało przerwane wyłącznie z powodu orzeczenia lekarskiego (rozległe żylaki kończyn dolnych),
  • po usunięciu schorzenia i przy braku innych przeciwwskazań nic nie stoi na przeszkodzie przyjęciu mnie do służby.

Pismo Wydziału Kontroli KWP w Gorzowie Wielkopolskim - "tylko żylaki" (Zobacz cały dokument)

Ani słowa o „innych powodach”. Ani jednego zdania, które potwierdzałoby medialną insynuację.

W mojej ocenie oznacza to tyle, że Zarzut Widmo był produktem PR-owym, a nie wynikiem jakichkolwiek realnych ustaleń. W oficjalnych pismach – choroba. W gazecie – zagadkowe „inne powody”, których „nie musimy ujawniać”.

Dlaczego ten eksponat jest ważny

Ten wpis to nie jest próba „odgryzania się” po latach. To opis mechanizmu, który może dotknąć każdego:

  1. Najpierw instytucja popełnia błąd (lub całą serię błędów), które prowadzą człowieka do finansowej katastrofy.
  2. Kiedy ten człowiek próbuje wrócić do normalnego życia – słyszy w mediach, że są wobec niego „inne powody”, których nie można ujawnić.
  3. Z czasem to nie błąd instytucji, ale zawoalowane pomówienie zaczyna żyć własnym życiem.

Dlatego właśnie Muzeum Bezprawia buduję na dokumentach, nie na plotkach. Ten eksponat – wycinek z gazety – pokazuje, jak jedno zdanie rzecznika może stać się wygodną zasłoną dymną dla całego ciągu systemowych zaniedbań.

W kolejnej części pokażę pismo Wydziału Kontroli, które wprost przeczy tym „innym powodom” – i zamienię Zarzut Widmo w to, czym naprawdę jest: pustym hasłem, za którym nie stoi żaden legalny akt.

Zbigniew Żbikowski, podkomisarz Policji (formalnie w służbie, bez przydziału – za to z „innymi powodami” w gazetach, a nie w dokumentach)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Muzeum Bezprawia: Czy Wy Też, Tak Jak Ja, Macie Prawomocny Wyrok Sądu, Który Pozwala Wam Popełniać Przestępstwa, By Spłacić Długi?

Muzeum Bezprawia – Akta: KRK → pracodawca → zwolnienie (łańcuch dowodowy 2001–2005)