HONOR OFICERA. Dlaczego odszedłem ze służby i dlaczego System zniszczył mnie, gdy chciałem wrócić.

HONOR OFICERA. Dlaczego odszedłem ze służby i dlaczego System zniszczył mnie, gdy chciałem wrócić.


TL;DR (w skrócie):
Mój dług, jego podpis. Przyjaciel z jednostki podżyrował mi kredyt na dom, a gdy wszystko się posypało, jako oficer nie mogłem dopuścić, żeby to on za to płacił. Odszedłem z Policji, żeby wziąć na siebie cały ciężar spłaty kosztem munduru, kariery i studiów prawniczych. Państwo zamiast to uszanować, najpierw bezprawnie mnie zniszczyło a potem zablokowało mój powrót do służby, doprowadziło mnie do biedy, a potem – w sądzie rodzinnym – odebrało mi dziecko za skutki tej biedy.


Szanowni Państwo,

Często słyszę pytanie (lub widzę je w oczach urzędników): „Skoro był Pan takim dobrym policjantem, to dlaczego Pan w ogóle odszedł w 1998 roku? I skąd te problemy finansowe?”.

Dziś opowiem Wam historię o lojalności, zaufaniu i cenie, jaką płaci się za dotrzymanie słowa honoru.

1. Słowo dane „Łysemu”

W latach 90. w Grupie Specjalnej byliśmy jak bracia. Ale życie pisze różne scenariusze. Potrzebowałem pomocy. Chciałem wziąć kredyt na dom, by zapewnić byt rodzinie. Bank wymagał żyranta (poręczyciela).

Zwróciłem się do kolegów. Wszyscy odmówili. Bali się odpowiedzialności w tych niepewnych czasach. Zgodził się tylko jeden. Mój przyjaciel z grupy, Marek (pseudonim „Łysy” – choć paradoksalnie miał bujną czuprynę). Zrobił to, mimo że inni mu odradzali.

Wtedy, patrząc mu w oczy, dałem mu słowo honoru oficera: „Marek, dziękuję Ci. Obiecuję: choćbym miał gryźć ziemię, spłacę to. Komornik nigdy nie zapuka do Twoich drzwi”.

To była święta przysięga. Kiedy w moim życiu osobistym pojawiły się zawirowania, ten kredyt stał się moim priorytetem.

Marek, dziękuję Ci. Jestem Twoim dozgonnym dłużnikiem, Zbyszek”.

2. Wybór Tragiczny: Honor czy Mundur?

W 1998 roku stałem pod ścianą. Z oficerskiej pensji (ok. 1200 zł), przy rosnącej racie kredytu i kosztach życia, nie byłem w stanie utrzymać rodziny i spłacać zobowiązania. Sytuacja stała się krytyczna, gdy Marek otrzymał z banku monit o zaległościach. Zrozumiałem, że moje problemy finansowe zaczynają niszczyć życie przyjaciela, który mi zaufał.

Próbowałem wszystkiego, by rozwiązać to w mundurze:

  • Prosiłem przełożonych o zgodę na dodatkową pracę zarobkową. Odmówili.
  • Liczyłem na obiecany awans na stanowisko Zastępcy Komendanta Komisariatu I. Niestety, weszła reforma administracyjna. Etaty oficerskie przeniesiono do Gorzowa, a w Zielonej Górze funkcjonariusze z likwidowanej Komendy Wojewódzkiej zajmowali każde wolne miejsce, byle utrzymać status. Awans przepadł nie z mojej winy.
  • W akcie desperacji chciałem przenieść się na wykładowcę do Ośrodka Szkolenia. Też odmówili, blokując mnie pismem, że jestem „niezbędny” w Komendzie Rejonowej (patrz dowód poniżej).
Czerwiec 1998 r. Komendant nie pozwala mi odejść, bo jestem zbyt cenny dla jednostki.

Miałem wybór:
A) Zostać w Policji, patrzeć jak komornik wchodzi do Marka i stracić honor.
B) Odejść do cywila, gdzie w firmach ochrony, jak się okazało, płacili oficerom znacznie lepiej, spłacić długi i ocalić przyjaciela.

Odszedłem ze służby na własną prośbę, by ratować twarz. Jak się okazało po latach – rozkaz zwolnienia nigdy nie został prawidłowo doręczony, więc formalnie w świetle prawa nigdy nie przestałem być policjantem.

3. Rodzinna Zdrada

Najgorsze ciosy przychodzą od najbliższych. Moja była już żona doskonale wiedziała o kredycie (jej podpis widnieje na umowie kredytowej) i o tym, że Marek go podżyrował. Wiedziała, że spłata tego długu to kwestia mojego honoru. Mimo to, zdecydowała się na krok, który mnie pogrążył – skarżyła się do moich przełożonych, a potem do prokuratury, niszcząc moją opinię.

Mogłem bronić się przed sądem, że spłacam kredyt, który ciąży także na byłej małżonce i w ten sposób chronię ją, matkę naszej córki, przez egzekucją komorniczą. Ale adwokat zaproponował mi, że załatwi warunkowe umorzenie i że dzięki temu nie będę formalnie karany, co pozwoli mi zachować pracę w ochronie. Jedyne co musiałem zrobić, to przyznać się przed sądem do niealimentacji i wyrazić skruchę. Tak właśnie zrobiłem, a Sąd wydał wyrok o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, gdzie zapisał "zobowiązuje oskarżonego do naprawienia przestępstwem szkody".

Jeszcze, gdy byłem w Policji, mój teść poszedł o krok dalej. Pewnego dnia zakomunikował mi wprost: „Ja sobie ten dom wezmę”. (Tu jest dowód superoferty teścia) To nie była pomoc dla wnuczki, to był skok na majątek, przy wykorzystaniu moich problemów finansowych, które powstały, gdy próbowałem być uczciwy.

4. Pułapka: Zima w Mikstacie i przerwane studia

Mój plan ratunkowy działał. Po półtora roku pracy zostałem dyrektorem oddziału w dużej firmie ochrony Impel Security Polska. Zarabiałem dobrze, wielokrotnie więcej niż w Policji, spłacałem kredyt Marka, płaciłem alimenty na rzecz mojej Córki. Miałem gwarancję zatrudnienia (kontrakt) aż do końca 2005 roku. To dawało mi stabilizację.

Co więcej – realizowałem swoje marzenia. Studiowałem prawo na Uniwersytecie Wrocławskim. Zostało mi tylko 1,5 roku do magisterium.

I wtedy System zadał cios w plecy. Jako dyrektor podjąłem decyzję, że mój oddział wystartuje do przetargu na ochronę wielkiej firmy w Gorzowie. Potężny kontrakt. Do dokumentacji należało dołączyć zapytanie o karalność. Wiedziałem, że nie jestem karany, więc poleciłem, żeby wysłano takie zapytanie do Krajowego Rejestru Karnego na moje dane. Biuro Informacyjne KRK (łamiąc prawo, co potwierdził potem, po latach walki z całym aparatem państwa, wyrok sądowy! Dowód) ujawniło mojemu pracodawcy informację o „warunkowym umorzeniu” postępowania karnego (za krótki okres niealimentacji, gdy byłem bezrobotny). To wystarczyło.

Pamiętam ten dzień. 6 grudnia 2001 roku. Zima stulecia. Na biurku znalazłem pismo z KRK z adnotacją radcy prawnego Impela: „Zwolnić natychmiast”. 

Nie poddałem się. Wsiadłem w samochód i w potężną śnieżycę pojechałem do centrali, do Mikstatu, by wyjaśnić przełożonym, że zaszła pomyłka, że nie ma zagrożenia dla firmy, bo nigdy nie byłem i nie jestem karany. Ówczesny Dyrektor Regionalny Łukasz Puciłowski zabrał mi ten dokument i straciłem go z oczu. Nie chcieli słuchać. Zwolnili mnie przez błąd urzędnika z KRK, a  zarzutem było to, że nie godzi się, żeby dyrektorem był człowiek, który nie płaci alimentów.

Zwolnili mnie z pracy dosłownie kilka dni po tym, jak komornik powiadomił mojego pracodawcę, że całe zaległe alimenty zostały spłacone. Zwolnili mnie za niepłacenie alimentów, choć od miesięcy przelewali na konto komornika regularnie 60% mojego uposażenia tytułem alimentów właśnie.  (Zobacz dokumenty)

Straciłem wszystko: pracę gwarantowaną jeszcze na 4 lata i możliwość ukończenia studiów prawniczych. Zostałem z niczym.

5. Paradoks Prawny: Sąd każe wracać, Policja zamyka drzwi

Zostałem bez pracy, z długami. Moja była żona wystąpiła o podwyższenie alimentów. I tu dochodzimy do szczytu absurdu.

Sąd Rodzinny w wyroku napisał wprost:

"Pozwany jest zdrowym człowiekiem. Posiada zachowaną zdolność pracy. Z zawodu jest policjantem. Ukończył wyższą szkołę policyjną Posiada również doświadczenie w zakresie ochrony mienia. Posiadane kwalifikacje oraz doświadczenie zawodowe oraz osiągane przed ustaniem stosunku pracy zarobki (ok. 2900 zł) wskazują zdaniem sądu, iż posiada on wysokie możliwości zarobkowe. Fakt zatem, iż pozwany świadomie bądź też w skutek lekkomyślności ich nie wykorzystuje (chociażby zaniechując zarejestrowania się w urzędzie pracy), nie może wpływać na ocenę dochodu jaki mógłby osiągnąć przy zachowaniu należytej staranności.

Sąd pisze wprost: "Z zawodu jest policjantem... Posiada wysokie kwalifikacje".

Sąd powiedział mi: Masz fach w ręku. Jesteś oficerem. Wracaj do Policji zarabiać!

Więc poszedłem. Zapukałem do drzwi mojej formacji. I co usłyszałem? „Nie ma powrotu”. Jestem pewny, że inni mogli wrócić. Ja nie!

A w wyroku karnym (tym, przez który straciłem pracę w Impelu) Sąd popełnił nawet "freudowską pomyłkę", pisząc, że mam "naprawić przestępstwem szkody".

Lapsus językowy sądu: "naprawienia przestępstwem szkody". Symbol mojej sytuacji.

Podsumowanie

Odszedłem ze służby w Policji, żeby nie zawieść przyjaciela. Odszedłem, bo nikt nie potrafił mi pomóc. Gdy poszedłem po pomoc do psychologa, natychmiast naczelnik wezwał mnie na dywanik i zagroził wywaleniem z Grupy AT.  Straciłem karierę dyrektorską i studia prawnicze przez błąd urzędnika. Chciałem wrócić do służby, bo tak orzekł Sąd – i bo to jest moje życie.

System mnie wykorzystał, zablokował, a potem ukarał za to, że próbowałem być uczciwy - że cały czas byłem i jestem uczciwy. A na koniec odebrał mi dziecko, moją ukochaną Córkę.

Zbigniew Żbikowski
Podkomisarz Policji
Człowiek, który dotrzymał słowa

Człowiek, który został zdradzony przez Państwo

Tagi: #HonorOficera #Policja #Impel #KRK #Weteran #SądRodzinny #Zdrada #MuzeumBezprawia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZARZUT WIDMO. Jak Rzecznik Policji mnie oczerniła, a potem Policja ścigała mnie za biedę, którą sama stworzyła.

Muzeum Bezprawia: Czy Wy Też, Tak Jak Ja, Macie Prawomocny Wyrok Sądu, Który Pozwala Wam Popełniać Przestępstwa, By Spłacić Długi?

Muzeum Bezprawia – Akta: KRK → pracodawca → zwolnienie (łańcuch dowodowy 2001–2005)