"Nie ma trybu". Jak biurokracja wolała zmarnować Oficera, niż wypełnić jeden wniosek.
OD SPONSORA DO INTRUZA. Kiedy byłem Dyrektorem, Policja prosiła o wsparcie. Kiedy zniszczyło mnie KRK, Policja zamknęła drzwi.
Szanowni Państwo,
Muszę wyjaśnić jedną rzecz, bo to klucz do zrozumienia mojej determinacji, której jesteście Państwo świadkami.
Moja decyzja o powrocie do służby w 2002 roku nie wynikła z kaprysu czy „nieporadności życiowej”. Wręcz przeciwnie. W cywilu radziłem sobie świetnie. Zdobyłem pracę, a moja kariera w nowej firmie rozwijała się dynamicznie. Byłem Dyrektorem w Impel Security Polska.
Jednocześnie inwestowałem w swój rozwój – studiowałem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego (zostało mi zaledwie 1,5 roku do końca tych studiów).
AKT I: „Wtedy byłem dla nich Partnerem”
Pamiętam te czasy w moim gabinecie dyrektorskim. Często gościłem tam „ważniaków” z Komendy Miejskiej Policji. Przychodzili z uśmiechem na ustach.
- Prosili o sponsoring.
- Prosili o wystawienie mieszanych patroli (ochrona + policja), by łatać braki kadrowe w mieście.
Zawsze dostawali odpowiedź pozytywną. Byłem lojalny wobec formacji, mimo że zdjąłem mundur. Wtedy nikt nie mówił „nie ma trybu”. Wtedy byłem potrzebny.
AKT II: Państwo niszczy obywatela (KRK)
Wszystko runęło w 2001 roku. Nie z mojej winy. To Biuro Informacyjne Krajowego Rejestru Karnego (Ministerstwo Sprawiedliwości) bezprawnie ujawniło mojemu pracodawcy dane, których ujawnić nie miało prawa. Straciłem stanowisko Dyrektora. Straciłem dochód. Zostałem zniszczony przez błąd urzędnika (co po latach potwierdziły sądy).
AKT III: Sąd Rodzinny otwiera mi oczy
Równolegle z utratą pracy (przez błąd KRK) trafiłem przed Sąd Rodzinny w sprawie o podwyższenie alimentów dla mojej Córki. Żona oparła swój wniosek na fakcie, że spłaciłem komornika i miałem bardzo wysokie zarobki jako dyrektor.
I wtedy stała się rzecz, która zmieniła wszystko. Sąd Rodzinny w uzasadnieniu wyroku użył argumentu, który mną wstrząsnął. Sędzia stwierdził, że fakt mojego bezrobocia jest dla mnie obciążający, ponieważ...
"...jest Pan oficerem Policji i jest Pan bezrobotny?!"
Zdaniem Sądu, nie podejmując służby, świadomie pogarszałem swoją sytuację materialną. Dla Sądu byłem oficerem, który "ma fach w ręku", ale z niego nie korzysta.
To był moment przełomowy. Dotarło do mnie: Zaraz, jak to bezrobotny? Przecież Sąd ma rację – jestem oficerem Policji!
Pomyślałem wtedy:
I tak, zmotywowany wyrzutem Sądu, poszedłem do Komendy. Nie jako petent, ale jako oficer, którego Państwo samo wezwało do tablicy.
AKT IV: Strach przed Prawdą
Co wtedy pomyśleli decydenci w Kadrach? Zaglądając do mojej Teczki Personalnej, musieli zobaczyć to, co ja widzę dzisiaj: że nie doręczyli mi rozkazu 5123. Że formalnie wciąż jestem w służbie.
Zrozumieli, że jestem dla nich problemem finansowym. Zgodnie z art. 107 ustawy o Policji, przysługiwało mi roszczenie o zaległe uposażenie (wtedy za 3 lata, dziś za znacznie więcej).
Ich kalkulacja była prosta i cyniczna. Zapewne pomyśleli:
"Najpierw chciał odejść, a teraz chce wrócić i jeszcze mamy mu zapłacić za 3 lata, bo zepsuliśmy papiery? Niedoczekanie! Zablokujemy go procedurami, żeby nie musieć płacić ani grosza".
Co więcej – aby mnie zniechęcić, bezwzględnie wyegzekwowali ode mnie koszty sądowe za przegrany proces cywilny. Nasłali na mnie komornika, doskonale wiedząc (na podstawie akt, które mieli w szafie), że to oni są mi winni fortunę, a nie ja im drobne.
To dlatego usłyszałem "nie ma trybu". Nie dlatego, że prawo zabraniało. Dlatego, że bali się przyznać do błędu i woleli mnie finansowo wykrwawić.
AKT V: Mur i Odkrycie Prawdy
Poszedłem do tych samych ludzi, których wcześniej wspierałem jako sponsor. Powiedziałem: „Chcę wrócić. Jestem gotowy”. Co usłyszałem? „Nie ma trybu. Przepisy nie pozwalają. Jest Pan za stary (35 lat).”
DOWÓD 1: Rok 2006. Policja udaje Świętego Legalistę

„Pismo KGP z 2005 r. Insp. Skonieczny pisze: 'nie ma możliwości odstąpienia od procedury'. Tu nagle przepisy były dla nich świętością, ważniejszą od człowieka, jego kwalifikacji i brzmienia przepisów ustawy K.p.a. (art. 109 i art. 110), które nakazują skuteczne doręczanie decyzji.”
W tym piśmie Komenda Główna twierdzi, że ręce ma związane prawem. Że nie da się odstąpić od procedur. Że Oficer Grupy Specjalnej po Szczytnie musi być traktowany jak maturzysta, bo "taki jest przepis".
To ten cyniczny opór zmusił mnie do zadawania pytań. Zacząłem drążyć: „Dlaczego mnie nie chcecie? Na jakiej podstawie mnie zwolniliście?”.
I tak dotarłem do prawdy, którą dziś potwierdziła KMP w Zielonej Górze: Rozkaz o moim zwolnieniu z 1998 roku nigdy nie został mi doręczony.
Gdy byłem Dyrektorem i dawałem pieniądze na patrole – Policja mnie kochała.
Gdy zostałem ofiarą bezprawia KRK i chciałem wrócić do szeregu – Policja się ode mnie odwróciła.
Dlatego dziś nie proszę. Dziś żądam. Bo okazało się, że przez te wszystkie lata byłem i jestem policjantem, któremu koledzy zapomnieli wysłać listu. Ale wskutek ich niezgodnego z prawem uporu System nie zapomniał wtrącić mnie w spiralę zadłużenia i na podstawie tego zadłużenia odebrać mi ukochane Dziecko!!!
Zbigniew Żbikowski
Podkomisarz Policji
(Były Dyrektor, który poznał hipokryzję systemu od podszewki)
Tagi: #Impel #Bezpieczeństwo #KRK #Hipokryzja #SądRodzinny #Policja #PowrótDoSłużby #MuzeumBezprawia
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz