Komendant Jasnowidz – jak Policja przerwała moje postępowanie zanim lekarz znalazł „żylaki”
Dziennik Rozkazu 5123 (cz. 5): Komendant Jasnowidz, czyli jak odrzucono mnie za żylaki... tydzień przed badaniem
W Muzeum Bezprawia mamy dziś eksponat z kategorii „Zjawiska Paranormalne”. Udowodnię Wam, że w 2006 roku Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie Wlkp. posiadł dar jasnowidzenia. Potrafił przewidzieć wynik badania lekarskiego 7 dni przed tym, jak pacjent wszedł do gabinetu.
W 2007 roku Wydział Kontroli KWP w swoich pismach próbuje mi wmówić, że jedynym powodem, dla którego nie zostałem przyjęty do służby, był mój stan zdrowia – konkretnie: żylaki kończyn dolnych. To podobno „medycyna, nie zła wola” stanęła mi na drodze.
Pismo Wydziału Kontroli KWP w Gorzowie Wielkopolskim - "tylko żylaki" (Zobacz cały dokument)Tyle że daty w dokumentach mówią coś zupełnie innego.
Kłamstwo ma krótkie nogi (i myli daty)
Oto oś czasu, która obnaża całą mistyfikację:
- 10 maja 2006 r. – Komendant Wojewódzki Policji podejmuje decyzję o przerwaniu wobec mnie postępowania kwalifikacyjnego. Tak wynika z pisma z 17.05.2006 r., gdzie wprost wskazano datę decyzji: 10.05.2006.
- 17 maja 2006 r. – stawiam się fizycznie przed Wojewódzką Komisją Lekarską MSWiA. Tego dnia chirurg bada mnie i wpisuje do karty obecność żylaków.
Mamy więc prostą zagadkę:
Skoro Komendant przerwał procedurę 10 maja, to jakim cudem powodem mogły być żylaki, które lekarz zdiagnozował dopiero 17 maja?
Czy Komendant wróżył z fusów? A może miał szklaną kulę? Odpowiedź jest brutalnie prosta: decyzja zapadła przy biurku Komendanta, a nie w gabinecie lekarskim.
Telefon, który miał zatrzymać mnie w domu
Między tymi datami wydarzyło się jeszcze coś ważnego. Dzień przed komisją zadzwonił do mnie telefon z KWP. Usłyszałem:
„Proszę jutro nie iść na komisję lekarską, postępowanie zostało przerwane”.
Wtedy pomyślałem: „Cwaniacy. Nie stawię się – napiszą, że sam zrezygnowałem”. 17 maja rano zamiast siedzieć w domu, poszedłem do Polikliniki w Zielonej Górze. W okienku pobrałem kartę skierowania na badania lekarsko-orzecznicze i zacząłem obchód gabinetów.
Dla systemu to musiał być szok: procedura od 10 maja „przerwana”, a kandydat 17 maja żywy i obecny na komisji.
Jak żylaki stały się alibi
Badania przechodziłem praktycznie śpiewająco następnego dnia, tj. 18.05.2006 r. Niewielka krótkowzroczność jednego oka, reszta parametrów w normie. W karcie chirurg wpisał żylaki – fakt, którego nigdy nie ukrywałem.
Na końcowej rozmowie z szefem WKL MSWiA wszystko szło dobrze, dopóki nie padło zdanie:
„Jestem już oficerem Policji, po Wyższej Szkole Policji w Szczytnie”.
W tym momencie atmosfera w gabinecie zmieniła się o 180 stopni. Lekarz – który jeszcze przed chwilą był gotów podpisać „zdolny” – zorientował się, że ma przed sobą tego Żbikowskiego, którego Komendant „skreślił” już tydzień wcześniej, 10 maja.
Trzeba było znaleźć podkładkę. Szybko. I wtedy żylaki stały się dla Komendy idealnym alibi:
„Zaraz… tu są żylaki. No niestety, nie możemy Pana przyjąć do służby”.
Tak wygląda w praktyce „medyczne” uzasadnienie decyzji podjętej wcześniej przy biurku. Najpierw polityczna decyzja: „tego oficera nie chcemy”, potem szukanie pretekstu w dokumentacji medycznej.
Komendant Jasnowidz czy po prostu złamanie prawa?
W świetle tych dokumentów mamy tylko dwie możliwości:
- Albo Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie Wlkp. był w 2006 roku jasnowidzem i już 10 maja znał wyniki badań, które lekarz przeprowadził 17 maja,
- albo prawda jest znacznie prostsza: decyzja o przerwaniu postępowania kwalifikacyjnego została podjęta bez podstawy faktycznej i szukano dla niej uzasadnienia post factum.
Wybieram bramkę numer dwa.
Późniejsze pismo Wydziału Kontroli KWP próbuje już całą sprawę dopasować do tej wersji – piszą tam, że postępowanie wobec mnie „zostało przerwane z powodu negatywnego orzeczenia lekarskiego (rozległe żylaki kończyn dolnych)”. Tyle że daty z 2006 roku tej narracji nie wytrzymują.
Dlaczego ten epizod jest ważny dla Dziennika Rozkazu 5123
Ta historia to nie jest tylko anegdota o nieuczciwej rekrutacji. To kolejny klocek w układance Dziennika Rozkazu 5123:
- pokazuje, jak państwo szukało pretekstu, by definitywnie pozbyć się niewygodnego oficera, zamiast rozwiązać problem niedoręczonego rozkazu 5123/1998,
- obnaża sposób, w jaki argument „zdrowotny” został doklejony do decyzji podjętej wcześniej z innych powodów,
- pokazuje, że gdy zabrakło prawa i logiki, sięgnięto po „medyczną pieczątkę” – licząc, że nikt nie zestawi dat.
W Muzeum Bezprawia ten epizod trafia do gabloty z napisem: „Komendant Jasnowidz – jak odrzucono oficera za żylaki tydzień przed badaniem”.
Zbigniew Żbikowski, podkomisarz Policji (formalnie wciąż w służbie, bez przydziału służbowego, z niedoręczonym rozkazem 5123/1998)
Komentarze
Prześlij komentarz