Dziennik Rozkazu 5123/1998: Postanowienie nr 11 – psychologia strachu w mundurze
Dziennik Rozkazu 5123/1998: Postanowienie nr 11 – psychologia strachu w mundurze
W Muzeum Bezprawia pojawia się dziś eksponat szczególny. Nie dlatego, że wnosi coś nowego co do faktów – wręcz przeciwnie. Jest ważny, bo pokazuje, jak kolejne pokolenie przełożonych staje w szeregu, żeby bronić błędu sprzed 27 lat, zamiast go wreszcie naprawić.
Mowa o Postanowieniu nr 11 Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp. z 12.12.2025 r., wydanym w trybie art. 37 § 6 Kpa. W skrócie: uznano, że Komendant Miejski Policji w Zielonej Górze nie pozostaje w bezczynności w sprawie mojego wniosku – bo, jak twierdzi organ, „udzielił mi odpowiedzi pismami informacyjnymi z 28.11 i 4.12.2025 r.”. (zobacz dokument z 28.11.2025) (zobacz dokument z 04.12.2025 r.)
O czym to pismo jest – i o czym udaje, że nie jest
Mój wniosek z 30.11.2025 r. był prosty: ustalić mój status służbowy i określić skutki prawne braku doręczenia rozkazu personalnego 5123/1998. Innymi słowy – odpowiedzieć wprost: czy jestem funkcjonariuszem w służbie, czy nie, i co z tego wynika.
Co robi organ? Zamiast zmierzyć się z sednem, przestawia reflektor na zupełnie inny temat: bada, czy Komendant Miejski „był w bezczynności”, czy nie. Skoro wysłał do mnie dwa pisma informacyjne, to – jak czytamy – „sprawa została załatwiona”, a zarzut bezczynności jest niezasadny.
W praktyce to klasyczny manewr:
- Problem obywatela: brak decyzji w sprawie statusu służbowego, brak rozstrzygnięcia co do rozkazu 5123/1998.
- Problem organu: zarzut bezczynności, czyli ryzyko przegranej przed sądem administracyjnym.
Postanowienie nr 11 rozwiązuje wyłącznie problem organu. Nie dotyka mojego. Z perspektywy obywatela to nie jest „załatwienie sprawy”, tylko kolejna warstwa betonu na murze milczenia wokół rozkazu 5123/1998.
Po co brnąć dalej? Psychologia urzędniczego strachu
Gdy patrzę na to pismo nie tylko jako prawnik–amator, ale też były oficer, widzę coś więcej niż suche paragrafy. Widzę porażkę zawodowych prawników w mundurach i garniturach, którzy to pismo przygotowali. Bo jeśli radca prawny organu państwowego takiego jak Policja, zamiast stać na straży legalizmu, używa swojej wiedzy, by uzasadnić łamanie Konstytucji, to przestaje być mecenasem prawa, a staje się jedynie wynajętym inżynierem bezprawia.
Jako Audytor Obywatelski z ponad 27-letnim stażem powiem tu wprost: dla tego Kraju lepiej by było, żeby prawnikami byli amatorzy tacy jak ja – czytający prawo ze zrozumieniem i sumieniem – niż „zawodowcy” tacy jak ci z resortów MSWiA i Sprawiedliwości, dla których paragraf jest tylko narzędziem do ukrywania prawdy.
Nie znam ich myśli, ale z konstrukcji dokumentu można wyczytać kilka mechanizmów obronnych.
1. Strach przed „niegospodarnością”
Przyznanie wprost, że rozkaz 5123/1998 nie został doręczony, a więc że formalnie pozostaję w służbie, uruchamia całą lawinę konsekwencji:
- konieczność ustalenia skutków finansowych za 27 lat,
- pytanie o odpowiedzialność dyscyplinarną i służbową poprzednich przełożonych,
- ryzyko zarzutu „niegospodarności” wobec tych, którzy dziś mieliby podpisać decyzję naprawczą.
W takim klimacie łatwiej jest powiedzieć: „To roszczenia cywilne, nie nasza kompetencja”, niż podjąć decyzję, która – choć zgodna z prawem – może zostać odczytana przez przełożonych jako „otwarcie skarbca”. Bezpieczeństwo budżetu i kariery wygrywa z bezpieczeństwem obywatela.
2. Strach przed „zdradą poprzedników”
Każdy nowy Komendant, który dotyka sprawy 5123/1998, stoi przed wyborem: albo:
- przyznać, że poprzednicy popełnili błąd (niedoręczenie rozkazu, brak decyzji, lata zaniechań),
- albo ustawić się w jednym szeregu z nimi i powielać ich narrację.
To nie jest tylko kwestia prawa, ale również korporacyjnej lojalności. Napisanie w 2025 r., że od 1998 r. dochodziło do naruszeń, oznaczałoby postawienie pod znakiem zapytania decyzji i zaniechań wielu ludzi w strukturze Policji, prokuratury, a może i resortu.
Łatwiej powiedzieć sobie w duchu: „Nie ja to zacząłem, ale też nie będę tym, który to rozsypie”. Tak rodzi się zasada niepisana: lepiej podtrzymać cudzy błąd, niż narazić kolegów na kontrolę NIK, odpowiedzialność dyscyplinarną czy medialny skandal.
3. Strach przed art. 231 k.k. – ale w krzywym zwierciadle
Paradoks polega na tym, że art. 231 k.k. (nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego) działa tu jak lustro odwrócone do góry nogami.
Z perspektywy obywatela pytanie brzmi:
Czy wieloletnie ignorowanie problemu niedoręczonego rozkazu i uchylanie się od wydania decyzji nie nosi znamion niedopełnienia obowiązków z art. 231 k.k.?
Z perspektywy urzędnika mechanizm lęku wygląda inaczej: „Jeśli podpiszę decyzję, która przyzna rację obywatelowi i wygeneruje wielkie roszczenia, to ktoś kiedyś zarzuci mi niegospodarność”. Innymi słowy: bardziej boję się działania naprawczego niż wieloletniej bezczynności.
Postanowienie nr 11 jest próbą zbudowania tarczy: organ wyjaśnia, cytuje przepisy o bezczynności, opisuje, ile pism wysłano, i na koniec ogłasza, że „komendant nie jest bezczynny”. W ten sposób na przyszłość można powiedzieć: „Nie naruszyliśmy art. 37 Kpa, wszystko było pod kontrolą”.
Tylko że art. 231 k.k. nie pyta, ile razy wysłano pismo. Pyta, czy obowiązek został realnie wykonany. A obowiązkiem Policji w mojej sprawie nie jest produkowanie odpowiedzi, lecz ustalenie statusu służbowego funkcjonariusza z niedoręczonym rozkazem.
Motyw systemowy: budżet ważniejszy niż człowiek
W mojej „teczce decydenta” nazywam to Motywem Systemowym: państwo przez lata chroni własny budżet i wizerunek, nawet jeśli oznacza to poświęcenie konkretnej osoby.
Postanowienie nr 11 idealnie wpisuje się w ten schemat:
- nie bada, czy rozkaz 5123/1998 istnieje w obrocie prawnym,
- nie odpowiada, czy przez 27 lat pozostawałem w służbie bez przydziału i uposażenia,
- ogranicza się do stwierdzenia, że organ pierwszej instancji „nie był bezczynny”, bo wysłał pismo odsyłające mnie do sądu cywilnego.
Dla budżetu to wygodne: dopóki nie ma decyzji materialnej ani wyroku sądu, nie ma też pozycji „zaległe uposażenie funkcjonariusza z lat 1998–2025”. Dla człowieka oznacza to trwanie w stanie prawnym, w którym jest jednocześnie funkcjonariuszem bez służby i „kandydatem z cywila”, w zależności od tego, który dokument akurat organowi pasuje.
Prawo stoi po stronie funkcjonariusza. Wy, jako kierownictwo Policji i MSWiA, zdecydowaliście się brnąć w fikcję skutecznego zwolnienia mimo braku dowodów. A my wszyscy – jako Skarb Państwa i podatnicy – będziemy musieli teraz za tę fikcję zapłacić miliony zaległego uposażenia.
Rozumiecie to, Panowie Radcy i Komendanci? Do czego zmierzacie? Do tego, że każde zaniechanie niesie ze sobą gigantyczne konsekwencje finansowe. Jeśli ktoś na tak wysokim stanowisku nie jest w stanie przewidzieć, że utrzymywanie bezprawia kosztuje drożej niż jego naprawienie, to może jest to taka delikatna sugestia, że nie powinien zajmować u nas określonych stanowisk w administracji państwowej?
Konstytucja w koszu na śmieci w biurze Komendanta Wojewódzkiego Policji: art. 2, art. 7 i art. 77
W tle tego biurokratycznego ping-ponga dzieje się coś znacznie poważniejszego niż zwykłe naruszenie K.p.a. – mamy do czynienia z pogwałceniem fundamentów Konstytucji RP.
1. Art. 7 Konstytucji – zasada legalizmu
Konstytucja mówi jasno: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.
W momencie, gdy KWP w Gorzowie przyznaje: „brak w aktach potwierdzenia doręczenia”, a mimo to
wywodzi z tego skutki prawne (moje rzekome zwolnienie), organ wychodzi poza granice prawa.
Urzędnik nie ma prawa „domniemywać” faktów na niekorzyść obywatela, jeśli nie ma na nie dowodów w aktach.
To jest zaprzeczenie nie tylko art. 7 Konstytucji, ale też art. 6 i 7 oraz art. 75–77 § 1 K.p.a., które nakazują
działać na podstawie dowodów, a nie urzędniczych przeczuć.
2. Art. 2 Konstytucji – zasada zaufania do państwa
Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Z tego przepisu Trybunał Konstytucyjny wywodzi zasadę ochrony zaufania obywatela do państwa i bezpieczeństwa prawnego.
Czy państwo, które przez 27 lat nie potrafi wykazać doręczenia rozkazu personalnego, dowolnie zmienia mi status
z „funkcjonariusza” na „kandydata” i odmawia wydania decyzji w sprawie mojego statusu służbowego,
buduje zaufanie? Nie. Takie państwo zastawia na obywatela pułapkę: najpierw gubi dokument,
a potem każe mu udowadniać, że go nie dostał.
3. Art. 77 Konstytucji – prawo do wynagrodzenia szkody
Art. 77 ust. 1 Konstytucji gwarantuje każdemu prawo do wynagrodzenia szkody wyrządzonej przez
niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Postanowienie nr 11 jest w istocie
próbą zablokowania realizacji tego prawa. Organ, który może ponosić odpowiedzialność odszkodowawczą
(Policja), sam ocenia swoje zachowanie jako prawidłowe, byle tylko nie dopuścić do wypłaty zaległego uposażenia
i odsetek. To praktyczne obejście nie tylko art. 77 Konstytucji, ale też przepisów art. 417 i 417¹ K.c.
4. „Sędzia we własnej sprawie”
W ten sposób Komendant Wojewódzki Policji staje się klasycznym nemo iudex in causa sua – sędzią we własnej sprawie.
Ten sam podmiot, który przez lata odpowiadał za bałagan w dokumentach i brak decyzji,
dziś wydaje postanowienie, że… bałaganu nie ma, a decyzja nie jest potrzebna.
To jest zaprzeczenie zasady bezstronności władzy publicznej i prawa do rzetelnego rozpatrzenia sprawy
(art. 45 i art. 32 Konstytucji).
W jednym piśmie KWP w Gorzowie Wlkp. potrafi więc zignorować art. 2, art. 7, art. 32, art. 45 i art. 77 Konstytucji. To już nie jest zwykły błąd urzędniczy. To systemowe bezprawie ubrane w mundur, które ma chronić budżet i wizerunek, a nie prawa funkcjonariusza i obywatela.
Co z tego zostaje w życiu człowieka
Z punktu widzenia autorów Postanowienia to „kolejny sprawnie załatwiony wniosek”. Z mojego – to kolejne potwierdzenie, że system wybiera linię obrony swoich papierów, a nie człowieka.
W mojej historii wygląda to tak:
- 1998 r. – rozkaz 5123 o zwolnieniu ze służby w odpowiedzi na mój raport, którego nikt nie jest w stanie okazać jako skutecznie doręczonego. (zobacz dokument)
- 1999 r. – ZUS i Policja przerzucają się odpowiedzialnością za zasiłek, powstaje spirala długów i „dłużnik alimentacyjny”. (zobacz dokument)
- 2006–2008 r. – w dokumentach jestem raz oficerem, raz „kandydatem z cywila z żylakami”, w zależności od tego, co wygodne. (czytaj artykuł cz. 1) (czytaj artykuł cz. 2)
- 2008 r. – żądam od Komendanta Głównego Policji doręczenia rozkazu o zwolnieniu. Odpowiedź? Brak skutecznego doręczenia, tylko dalsze milczenie. (zobacz dokument)
- 2010 r. – składam formalne wycofanie raportu o zwolnienie ze służby. Skoro nie doręczono mi rozkazu, jestem w służbie i mam prawo cofnąć raport. System to ignoruje, udając, że sprawa jest zamknięta. (zobacz dokument)
- 2025 r. – zamiast rozwiązać problem statusu służbowego, KWP ogłasza w wyżej wymienionym Postanowieniu nr 11, że Komendant Miejski „nie jest w bezczynności”. Bo napisał, że mam iść do sądu cywilnego. (zobacz dokument)
To nie jest już tylko spór o przepisy. To jest opowieść o psychologii strachu w mundurze: o ludziach, którzy w imię świętego spokoju i obawy przed „niegospodarnością” wolą podtrzymywać cudze błędy, niż przyznać, że obywatel ma rację.
Gdy funkcjonariusz bardziej boi się naprawić bezprawie niż je kontynuować, państwo traci nie tylko twarz, ale i sens.
Zbigniew Żbikowski, podkomisarz Policji (formalnie w służbie – bez skutecznie doręczonego rozkazu zwolnienia, z 27-letnim audytem państwa w ręku i kolejnym „postanowieniem o braku bezczynności” w kolekcji Muzeum Bezprawia)
Komentarze
Prześlij komentarz