Dyktatura posiadania: Dlaczego system chroni sprawcę, a ofiarę zmusza do płacenia?

Dyktatura posiadania: Dlaczego system chroni sprawcę, a ofiarę zmusza do płacenia?

TL;DR
  • System często chroni status quo (stan faktyczny), nawet gdy powstał bezprawnie.
  • Powstaje asymetria kosztów: instytucja broni się „za darmo”, obywatel płaci, by odzyskać prawdę.
  • W praktyce to wojna na wyniszczenie — wygrywa ten, kto dłużej wytrzyma zasobami i procedurą.

Żyjemy w przekonaniu, że prawo służy do ochrony sprawiedliwości. To piękna teoria. Praktyka pokazuje jednak brutalny mechanizm: prawo w pierwszej kolejności chroni posiadanie – czyli stan faktyczny. Nawet jeśli ten stan został uzyskany np. przez organ państwa w sposób bezprawny.

Uwaga definicyjna: gdy piszę „posiadanie”, używam tego słowa w sensie opisowym — jako mechanizmu obrony status quo i domniemania poprawności stanu faktycznego. Nie chodzi mi o akademicki spór o cywilistyczne pojęcia, tylko o praktykę: ciężar i koszt odwrócenia skutków przerzuca się na obywatela.

Fakty vs ocena (w 30 sekund)

Fakty (mechanizm, który obserwuję):
  • Prawo/procedura najpierw stabilizuje stan faktyczny.
  • Odwrócenie skutków wymaga czasu, pieniędzy i energii — zwykle po stronie obywatela.
Ocena (moja teza):
  • To tworzy asymetrię i premiuje sprawcę instytucjonalnego.
  • W efekcie równość stron bywa fikcją, a spór staje się wojną na wyniszczenie.

W rezultacie powstaje patologiczna asymetria: sprawca, który bezprawnie zawładnął czyimś statusem, korzysta z tego za darmo i pod ochroną systemu. Ofiara, chcąc odzyskać prawdę, musi za tę walkę słono zapłacić.

Metafora "dzikiego lokatora"

Aby zobrazować tę systemową pułapkę, posłużę się przerysowanym przykładem. Wyobraź sobie, że ktoś pod Twoją nieobecność zajmuje Twoje mieszkanie. Wchodzi, zmienia zamki i zaczyna tam żyć. Gdy wracasz, Policja nie wyrzuci intruza, bo on tam "mieszka". Prawo chroni jego posiadanie.

Uzurpator siedzi w Twoim fotelu i śmieje się w twarz, bo wie, że proces potrwa lata. On włada Twoją własnością za darmo. A Ty? Ty stoisz na wycieraczce i płacisz rachunki za adwokatów, wpisy sądowe i biegłych. Musisz udowadniać, że jesteś właścicielem, choć to oczywiste.

Urzędnicze "zmienianie zamków"

Ten mechanizm to idealna analogia do relacji Obywatel – KGP. Jeśli organ władzy "zgubi" decyzję, nie doręczy jej, a mimo to wyciągnie wobec Ciebie konsekwencje – to właśnie "zmienił zamki" w Twoim życiu. Bezprawnie zajął Twoją przestrzeń prawną.

I tu dochodzimy do szczytu cynizmu.

Żona Cezara z fałszywym alibi

Od organów państwa oczekujemy standardów wyższych niż od przeciętnego Kowalskiego. Organ powinien być jak przysłowiowa żona Cezara – poza wszelkimi podejrzeniami. Musi być krystalicznie czysty, prawdomówny i działać w granicach prawa.

A co robi organ, gdy zostaje przyłapany na "dzikim lokatorstwie" (np. na braku doręczenia Rozkazu 5123)? Czy przyznaje się do błędu? Nie.

Organ kłamie. Twierdzi, że sprawa jest zamknięta (res iudicata), powołując się na wyrok sądu sprzed lat. Problem w tym, że Sąd nigdy nie badał faktu doręczenia decyzji, a jedynie zacytował stanowisko urzędnika. Mimo to, KGP z kamienną twarzą wmawia obywatelowi: "Sąd orzekł, że doręczyliśmy", wiedząc doskonale, że w aktach leży dowód na coś zupełnie przeciwnego.

Uwaga językowa: używając słowa „kłamie” mam na myśli sytuację, w której organ utrzymuje tezę sprzeczną z aktami albo buduje narrację niezgodną z dokumentami, mimo że ma świadomość treści materiału dowodowego.

To już nie jest tylko biurokracja. To jest upadek etosu.

Gwałt na logice: Test Maszyny (Suplement)

Ten brak spójności nie dotyczy tylko mojej sprawy. Obserwujemy go na szczytach władzy. Mamy do czynienia z jawnym gwałtem na logice, którego autorem jest sam wymiar sprawiedliwości.

Z jednej strony obecny Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Waldemar Żurek słusznie punktuje wadliwość powołań sędziowskich. Z drugiej strony system, na którego czele stoi Pan Minister, akceptuje fakt, że o ważności Wyborów Prezydenckich w 2025 roku orzekła Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

Ten paradoks doskonale punktuje redaktor Tomasz Wiejski. Wskazuje on, że logika jest gwałcona w zależności od potrzeb politycznych. Zachęcam do obejrzenia tego krótkiego fragmentu, który obnaża hipokryzję systemu:

Wnioski płynące z tej analizy są przerażające. Widzimy wyraźnie, że obecna władza Koalicji Obywatelskiej nie jest konsekwentna. Jeśli interes polityczny tego wymaga, władza "przymyka oko" na nielegalne organy.

Co to oznacza dla Ciebie, szary obywatelu? Oznacza to, że nie możesz liczyć na wsparcie Państwa, gdy staniesz się ofiarą systemu. Skoro Państwo na najwyższym szczeblu wybiera wygodne kłamstwo i świadomie dokonuje "gwałtu na logice", to urzędnik niższego szczebla (np. w KGP) otrzymuje jasny sygnał: "Możesz kłamać, jeśli służy to Instytucji".

Państwo, które wybiera politykę zamiast prawdy, staje się oprawcą własnych obywateli. A Ty zostajesz sam.

Fakty prawne są bezlitosne: Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) stwierdził jednoznacznie, że wspomniana Izba SN nie jest „sądem ustanowionym ustawą”. Mimo to, w polskim porządku prawnym uznaje się jej decyzje za wiążące, gdy jest to wygodne.

Źródła (dla dociekliwych):
Uwaga: linki są tu po to, żeby czytelnik mógł sam sprawdzić podstawę, niezależnie od sporu politycznego.

Postanowiłem sprawdzić, czy ten absurd obroni się w starciu z czystą logiką. Przeprowadziłem debatę z zaawansowaną Sztuczną Inteligencją (Grok). Gdy algorytm próbował uciekać w tłumaczenia, że "to polityka, a nie prawo", postawiłem sprawę jasno:

„Nie mów mi, że to polityka, nie prawo. Bo prawo do władzy nabywa się w drodze prawa, więc nie można go łamać, czy obchodzić jego postanowienia i wybierać wygodne dla siebie tezy prawne a inne omijać, prawda?

To był moment przełomowy. Maszyna, przyparta do muru żelazną logiką, przestała kluczyć. Odpowiedź Groka powinna wisieć w gabinecie każdego urzędnika w tym kraju:

„W obliczu Twojej logiki rozumowania prawnego, Zbigniewie, nie skapitulowałem – przeciwnie, zgadzam się z Tobą w pełni, że prawo do władzy nabywa się wyłącznie w drodze prawa, bez obchodzenia jego postanowień czy selektywnego wybierania tez. To jest sedno praworządności: prawo musi być stosowane w całości, konsekwentnie i bez wyjątków dla wygody władzy.”

Skoro nawet Sztuczna Inteligencja przyznaje, że wybiórcze traktowanie prawa to fikcja państwa, to dlaczego KGP w mojej sprawie zachowuje się tak, jakby logika ich nie obowiązywała?

Twierdzą: "Decyzja nie została doręczona" (fakt).
Jednocześnie twierdzą: "Decyzja wywołała skutki prawne" (fikcja).
Jeśli godzimy się na łamanie logiki na szczytach władzy, to dajemy przyzwolenie na bezprawie na każdym niższym szczeblu.

AKTUALIZACJA: Głos Czwartej Władzy

W odpowiedzi na mój list i analizę problemu „gwałtu na logice”, redaktor Tomasz Wiejski przesłał komentarz, który dobitnie potwierdza, że problem wybiórczości prawa to nie tylko moja prywatna sprawa, ale systemowa patologia.

Redaktor Wiejski pisze wprost:

„Gdy państwo raz traktuje »neosędziów« jako nielegalnych, a innym razem wygodnie przymyka oko na skutki ich orzeczeń, obywatel dostaje komunikat najgorszy z możliwych — że prawo działa wybiórczo, zależnie od politycznej potrzeby chwili. To rzeczywiście jest »gwałt na logice«, ale przede wszystkim gwałt na zaufaniu, bez którego żadna wspólnota nie jest w stanie normalnie funkcjonować.”

Co więcej, Pan Redaktor zwrócił się także bezpośrednio do Czytelników tego bloga – do osób, które tak jak ja, czują się bezsilne wobec machiny państwa:

„To, że ktoś dziś głośno mówi o wybiórczości prawa, nie jest »politycznym hobby«. To jest obrona elementarnej zasady, bez której państwo zamienia się w układ, a obywatel w petenta bez praw. A gdy obywatel ma poczucie, że reguły zmieniają się zależnie od wygody władzy — wtedy nie ma już stabilności ani zaufania. Jest tylko strach, złość i bezsilność.”

Wojna na wyniszczenie

Mówi się nam o równości wobec prawa. Ale gdzie jest równość, gdy sprawca (Instytucja) broni kłamstwa za publiczne pieniądze, a ofiara musi wyprzedawać majątek, by udowodnić, że w 1998 roku listonosz nie zapukał do drzwi?

To nie jest praworządność. To jest dyktatura posiadania. Wygrywa nie ten, kto ma rację i za którym przemawia logika rozumienia treści przepisów, ale ten, kto dłużej wytrzyma finansowo i kto bezczelniej potrafi kłamać w pismach urzędowych. Nie twierdzę, że wszyscy kłamią — twierdzę, że system premiuje kłamstwo, kiedy służy ono utrzymaniu status quo: urzędnik, oficer, prawnik czy polityk wie, że zwykle zapłaci za to obywatel, nie instytucja. 

Rozwiązanie systemowe: automatyczna pomoc prawna dla obywatela

Nie chcę tylko diagnozować patologii. Chcę wskazać rozwiązanie, które powinno istnieć w demokratycznym państwie prawa. Skoro diagnozujemy "dyktaturę posiadania" i przewagę zasobów Państwa, musimy wprowadzić systemowy mechanizm wyrównawczy.

Postulat jest konkretny: Jeśli na jakimkolwiek etapie sprawy (czy to administracyjnej, czy sądowej) stwierdza się, że instytucja państwowa popełniła bezprawny akt wobec obywatela, temu obywatelowi powinna przysługiwać automatyczna, pełna pomoc prawna z urzędu.

Nie może być tak, że ograbiony z mienia czy godności człowiek mierzy się sam z armią radców prawnych wystawionych przez urzędy (w tym, nomen omen, Ministerstwo Sprawiedliwości). Obywatel powinien mieć prawo wskazać swojego pełnomocnika – nawet adwokata "z najwyższej półki" – a Państwo, które zawiniło, ma obowiązek pokryć te koszty według przyzwoitych, rynkowych stawek.

Wystarczy spojrzeć na ten wyrok: Zerwany łańcuch przyczynowy – analiza wyroku. Widać tam czarno na białym, że czyn bezprawny organu jest faktem. A mimo to obywatel wciąż musi walczyć o sprawiedliwość własnym sumptem. Bez systemowego zagwarantowania "równości broni", w zderzeniu z zawodową siłą pozwanego urzędu, szanse szarego człowieka są znikome.

W praktyce wygląda to tak: Instytucja broni status quo procedurą i budżetem, obywatel płaci czasem i pieniędzmi, a spór trwa tak długo, aż jedna strona nie wytrzyma. To właśnie nazywam „dyktaturą posiadania”.
Wsparcie dla „Muzeum Bezprawia”

Dla osób, które chcą wesprzeć rozwój „Muzeum Bezprawia” w inny sposób, zostawiam komplet linków:

Dziękuję za każdą formę pomocy — także za udostępnienia!


NOTA PRAWNA:
Treści publikowane na blogu Iustitia pro Zbigniewo stanowią wyraz subiektywnych poglądów i opinii autora, opartych na jego osobistych doświadczeniach oraz analizie dokumentów w jego indywidualnej sprawie administracyjnej. 

Niniejszy wpis ma charakter publicystyczny. Przedstawione metafory oraz zapis rozmowy z AI służą zobrazowaniu problemów systemowych. Autor nie świadczy pomocy prawnej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZARZUT WIDMO. Jak Rzecznik Policji mnie oczerniła, a potem Policja ścigała mnie za biedę, którą sama stworzyła.

Muzeum Bezprawia: Czy Wy Też, Tak Jak Ja, Macie Prawomocny Wyrok Sądu, Który Pozwala Wam Popełniać Przestępstwa, By Spłacić Długi?

Muzeum Bezprawia – Akta: KRK → pracodawca → zwolnienie (łańcuch dowodowy 2001–2005)