Muzeum Bezprawia – Dlaczego muszę grać w szachy z systemem, który gwałci Konstytucję?

27 lat bez doręczenia. Koniec gry „w szachy” z urzędem




Od 27 lat zmagam się z machiną, która za wszelką cenę próbuje zatuszować fakt, że rozkaz z 1998 roku nigdy nie został mi skutecznie doręczony. Obserwując ich kolejne proceduralne uniki, zadałem sobie fundamentalne pytanie: dlaczego w ogóle muszę grać z nimi w te urzędnicze „szachy”?

W skrócie: organ państwowy nie jest „przeciwnikiem przy stoliku”, który ma prawo blefować. Organ ma ustawowy obowiązek działać na podstawie i w granicach prawa. Dlatego kończę etap dyskusji o „świstkach” – uderzam w ich milczenie: skarga na bezczynność ma zmusić ich do pokazania akt i dowodów.

Grzech pierworodny i gwałt na Konstytucji (Rok 2002)

To nie zaczęło się wczoraj. Już w 2002 roku, gdy zgłosiłem w Komendzie gotowość do służby, urzędnicy musieli dostrzec – to był ich psi obowiązek – że w moich aktach osobowych brakuje dowodu doręczenia rozkazu o zwolnieniu.

Co nakazuje prawo (rdzeń państwa prawnego)

Art. 2 Konstytucji RP: Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Art. 7 Konstytucji RP: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

W praktyce oznacza to jedno: jeśli urzędnik widzi w aktach brak dowodu doręczenia decyzji, to ma obowiązek naprawić błąd, a nie budować na nim wieloletnią fikcję.


Prawo do wykonywania zawodu

Warto przypomnieć tym „strażnikom procedur” rzecz elementarną: nigdy nie odebrano mi sądownie prawa do wykonywania zawodu Policjanta. Służba to nie jest przywilej nadawany uznaniowo przez urzędnika, który może „zapomnieć” o doręczeniu papierów. To status prawny.

Próba odsunięcia obywatela od służby bez doręczenia decyzji i bez wyroku sądu to arbitralne pozbawienie praw. A za niedopełnienie obowiązków lub działanie na szkodę interesu prywatnego przewidziane są konsekwencje – w mojej ocenie takie działania mogą wypełniać znamiona nadużycia władzy (np. art. 231 k.k.).

Rozpoznanie bojem: „wpuszczenie w maliny”

Ta sama zła wola, która napędzała ich w 2002 roku, napędza ich dzisiaj. Niedawno postanowiłem sprawdzić, jak daleko się posuną, byle tylko nie dotknąć merytorycznie moich akt.

Eksponat 

Postanowienie nr 11 KWP – „wewnętrzny świstek” z premedytacją opatrzony pouczeniem, które kieruje obywatela na ślepą ścieżkę.
Zobacz dokument.

Komenda Wojewódzka Policji wydała postanowienie nr 11 – niezaskarżalny wewnętrzny świstek, ale z premedytacją dopisano tam pouczenie: „Możesz zaskarżyć to pismo do WSA”. To była cyniczna sztuczka: wpuścić mnie na ślepą ścieżkę, by sąd mógł odrzucić skargę z przyczyn formalnych, dając organom chwilę oddechu.

Zagrałem w ich grę. Złożyłem skargę, a Sąd w Gorzowie – zgodnie z ich planem – odrzucił ją z powodów formalnych. Urzędnicy pewnie już świętowali mój „błąd”.


Szach i mat na moich zasadach

Nie wiedzieli jednak, że to był mój manewr taktyczny. Pozwalając im na ten ruch, osiągnąłem dwa cele:

Co zyskałem

  • Zdemaskowałem ich: mam na piśmie dowód, że organ II instancji wprowadza obywatela w błąd pouczeniem. To dowód złej woli.
  • Otworzyłem drzwi: odrzucona skarga i „ścieżka formalna” stały się urzędowym potwierdzeniem wyczerpania etapu, który oni sami próbowali zainscenizować jako pułapkę.
Wczoraj, gdy oni jeszcze cieszyli się ze swojego „sukcesu”, ja użyłem ich własnego dokumentu jako fundamentu do głównego uderzenia: złożyłem skargę na bezczynność Komendanta Miejskiego Policji.
Tym razem nie uderzam w świstki – uderzam w milczenie.

Mają 30 dni na spakowanie całych akt i położenie ich przed sędzią. Skończyła się gra pozorów i chowanie akt w archiwach. Zegar tyka, a zasada państwa prawnego, o której zapomnieli w 2002 roku, właśnie wraca, by upomnieć się o swoje.


Prawniczy teatr absurdu

Warto przy tej okazji przypomnieć, jak wyglądała „obrona” organu w odpowiedzi na poprzednią skargę. To, co wyszło spod pióra radcy prawnego KWP, powinno być wykładane na wydziałach prawa jako studium przypadku upadku etyki urzędniczej.

Zamiast odnieść się do twardego faktu – braku dowodu doręczenia rozkazu z 1998 roku – próbowano przekonać Sąd, że skoro przez lata nikt o to nie pytał, to znaczy, że wszystko było w porządku. (dowód braku doręczenia rozkazu 5123).

To jest poziom argumentacji pt. „jeśli przez 20 lat nikt nas za rękę nie złapał, to błąd stał się legalny”. W ich odpowiedzi zabrakło wszystkiego: szacunku do faktów, do orzecznictwa sądów administracyjnych i przede wszystkim do zasady państwa prawnego.

Próbowano wmówić Sądowi, że status policjanta można stracić „domyślnie”, „przez zasiedzenie błędu” albo za pomocą wewnętrznych notatek, o których zainteresowany nigdy nie wiedział.


Bez wyroku, bez doręczenia, bez prawa

Przypomnijmy im to jeszcze raz, bardzo wyraźnie: nigdy nie odebrano mi sądownie prawa do wykonywania zawodu Policjanta. Służba to nie jest przywilej, który urzędnik może odebrać „po cichu”, chowając decyzję do szuflady.

Test prawdy jest prosty: jeśli w 2002 roku – gdy zgłaszałem gotowość – nie potrafili pokazać zwrotki (ZPO) z moim podpisem, to ich obowiązkiem było natychmiastowe naprawienie błędu. Zamiast tego przez dekady budowali fikcję.

To nie była odpowiedź na skargę. To był dowód na to, że system boi się prawdy tak bardzo, iż jest w stanie wystawić na pośmiewisko własnych prawników, byle tylko nie przyznać się do 27 lat bezprawia.

Ale ten czas się skończył. Skarga na bezczynność wymusi na nich coś, czego tak bardzo chcieli uniknąć: pokazanie akt. I tym razem żadna ekwilibrystyka słowna nie zastąpi brakującego dowodu doręczenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZARZUT WIDMO. Jak Rzecznik Policji mnie oczerniła, a potem Policja ścigała mnie za biedę, którą sama stworzyła.

Muzeum Bezprawia: Czy Wy Też, Tak Jak Ja, Macie Prawomocny Wyrok Sądu, Który Pozwala Wam Popełniać Przestępstwa, By Spłacić Długi?

Muzeum Bezprawia – Akta: KRK → pracodawca → zwolnienie (łańcuch dowodowy 2001–2005)