Język serca kontra beton. Moja odpowiedź na pismo z Ministerstwa Sprawiedliwości
Otrzymałem odpowiedź z Ministerstwa Sprawiedliwości. Urzędową, chłodną, "ludzką" w tonie, ale nieludzką w treści. Odesłano mnie do sądu, zasłaniając się brakiem papierów i wyrokami sprzed lat.
Mój analityczny umysł podpowiadał chłodną ripostę. Ale po 27 latach walki uznałem, że czas na coś innego. Zamiast pisma procesowego, wysłałem im prawdę. Nagą, bolesną historię człowieka, którego system przemielił i wypluł.
Oto moja odpowiedź publiczna do Dyrektora Biura Finansów MS. Bez cenzury.
Podkomisarz Zbigniew Żbikowski
(bez przydziału służbowego)
Pan
Jarosław Wyżgowski
Dyrektor Biura Finansów
Ministerstwa Sprawiedliwości
Szanowny Panie Dyrektorze,
Bardzo dziękuję za ludzki ton Pana listu i za zapewnienie, że moja sprawa jest każdorazowo wnikliwie analizowana. Ja także odpowiem ludzkim tonem…
Co mówi mój analityczny umysł widząc to pismo? On mi podpowiada, że to jest klasyczne pismo "na przeczekanie". Że Pan, Panie Dyrektorze mówi w nim: "My sami z siebie nie zapłacimy, bo nie mamy papieru, że musimy. Ale jak Pan przyniesie wyrok, to otworzymy kasę".
Mój analityczny umysł mówi do mnie jeszcze: „Jeśli masz ochotę im odpisać, to zróbmy to taktycznie. Nie ma sensu się z nimi kłócić ani przekonywać o krzywdzie. To biurokraci finansowi – oni rozumieją tylko tabelki i wyroki.”
Mając w pamięci całą drogę Hioba, jaką mi Państwo zgotowało wybrałem w tej chwili język serca, którą mówiłem do instytucji od ponad ćwierci wieku. Proszę mieć jednak w pamięci, że mówi do Pana człowiek świadomy muru z betonu, za którym państwo się chowa. Z Pańskiego listu, Panie Dyrektorze, wynika, że ów beton jest przekonany, że właśnie tak należy postępować w obliczu ludzkiej tragedii.
A ja teraz najkrócej, jak to możliwe przedstawię Panu, konkretnie Panu, Szanowny Panie Dyrektorze, kalendarium, żeby wybrzmiało uzasadnienie mojej prośby o osobiste spotkanie z Ministrem Sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem. Śmiem jednak wątpić, że zechce Pan przejść przez tą moją historię, a to byłby wielki błąd, bo moja historia to historia resortu, w którym Pan pracuje.
W 1998 roku, będąc oficerem w stopniu podkomisarza, w obliczu bardzo trudnej sytuacji rodzinnej i materialnej piszę raport do Komendanta Głównego Policji o zwolnienie. W odpowiedzi Komendant Główny Policji wydaje rozkaz 5123 o zwolnieniu mnie ze służby z końcem roku 1998. (czytaj)
Pod koniec 1998 roku stres jest tak wielki, że zapadam na chorobę – nie taktyczną, jak próbuje się mi insynuować w niektórych kręgach. Dostaję zwolnienia lekarskie, które przekazuję do mojego pracodawcy, tj. do Policji – policja odmawia wypłaty zasiłku chorobowego i przekazuje sprawę do ZUS-u. ZUS zdecydowanie odmawia wypłaty zasiłku chorobowego. (czytaj)
Nie mając źródła dochodu zmuszony jestem przerwać leczenie po trzech miesiącach. Dopiero wtedy udaje mi się zebrać siły, żeby rozliczyć się z Komendą Wojewódzką Policji w Gorzowie Wielkopolskim i odzyskać niewielką kwotę z odprawy…
Te parę miesięcy bez należnego mi dochodu wystarcza do tego, żeby zarzucić mi uporczywe uchylanie się od płacenia alimentów. Byłem błędnie przekonany, że nie jestem już policjantem w służbie. Był rok 1999 – po bolesnym zderzeniu z sytuacją społeczno-gospodarczą tamtego czasu doświadczyłem pierwszy raz w życiu bezrobocia. (czytaj)
We wrześniu roku 1999 rozpoczynam pracę w firmie Impel S.A. Szybko awansuję do stanowiska kierownika Zakładu Ochrony Mienia, a moja pensja prawie dwukrotnie przekracza tą, którą otrzymywałem jako oficer Policji. (czytaj)
Na początku 2000 roku dowiedziałem się, że w sądzie mam zasiąść na ławie oskarżonych za niepłacenie alimentów. Udałem się do adwokata, który po zapoznaniu się z moją linią obrony, w której wykazałbym, że nie było znamion uporczywego uchylania się od płacenia alimentów, gdyż spłacałem kredyt zaciągnięty w trakcie trwania mojego małżeństwa na zakup domu i że w ten sposób chronię byłą żonę, matkę mojego dziecka, przez egzekucją komorniczą z jej dochodów. Adwokat podpowiedział, że szybszą drogą do wyjścia z bezpieczną kartą niekaralności, która jest wymogiem do utrzymania pracy w ochronie będzie uzyskanie warunkowego umorzenia tego postępowania karnego. Aby jednak takie warunkowe umorzenie uzyskać należało przed sądem przyznać się do przestępstwa, wyrazić skruchę i liczyć na to, że sąd da mi szansę na poprawę. Za radą adwokata tak właśnie zrobiłem. Sąd dał mi wiarę, że warto mi dać szansę, bo przecież najważniejsze jest dobro dziecka, prawda? A państwo, mając nadrzędny cel, jakim jest właśnie dobro dziecka musi podejmować kroki zmierzające do ochrony jego podstawowych praw. (czytaj)
Od rozprawy komornik zajmuje moje dochody w pracy a pracodawca co miesiąc przelewa na jego konto 60% mojego uposażenia. Wszyscy wszystko wiedzą. Sprawa jest jasna, a ja spokojnie pracuję i realizuję moje zobowiązanie, że w pierwszej kolejności pieniądze idą na alimenty.
Jest rok 2001, gdy awansuję do stanowiska dyrektora oddziału firmy Impel Security Polska w Zielonej Górze – umowa gwarantuje mi pracę do końca 2005 roku. Moje dochody kilkukrotnie przekraczają te, które uzyskiwałem w Policji. Drzwi mojego gabinetu nie zamykały się dla byłych kolegów z Policji: Policja przychodziła do mnie z prośbami a to o sponsoring, a to o wystawienie wspólnych zmotoryzowanych patroli w mieście (udostępniałem pracownika ochrony z samochodem grupy interwencyjnej). Zawsze byłem przychylny ich prośbom i w miarę możliwości moja firma udzielała wsparcia. Studiowałem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego – zostało mi 1,5 roku do magisterium.
Pod koniec października albo listopada 2001 roku komornik powiadomił mojego pracodawcę, że zaległe alimenty zostały spłacone w całości i że od tej chwili na jego konto mają być przelewane alimenty bieżące w wysokości 350 zł plus koszty komornicze. W tym czasie też ja podjąłem decyzję, że mój oddział przystąpi do przetargu na ochronę gorzowskiego Stilonu (potężny kontrakt) i do dokumentacji ofertowej konieczne było przedłożenie zaświadczenia o niekaralność kogoś z kierownictwa firmy. Poleciłem więc moim pracownikom, żeby wysłali zapytanie o moją karalność. (czytaj)
6 grudnia 2001 roku po przyjściu do pracy w nastroju mikołajkowo-świątecznym znalazłem na swoim biurku list z centrali mojej firmy zaadresowany imiennie do mnie, a w środku odpowiedź z Biura Informacyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeczpospolitej Polskiej, w której wykazano, że w mojej kartotece karnej figuruje zapis o warunkowym umorzeniu postępowania karnego za przestępstwo z art. 209 kk par. 1, a pod spodem radca prawny Impel napisał krótką adnotację: „Natychmiast zwolnić!!!”. (czytaj)
Jest pamiętny 6 grudnia 2001 r. Tego dnia tracę pracę, którą miałem zagwarantowaną do końca 2005 roku! Rada dyrektorów w ustnym uzasadnieniu jednogłośnie wyraziła opinię, że nie godzi się, żeby dyrektorem w tej firmie był człowiek, który nie płaci alimentów swojemu dziecku. Przypominam w tym miejscu, że dosłownie parę dni wcześniej komornik poinformował ich, że od wielu miesięcy systematycznie sami wysyłali pieniądze na konto komornika. (czytaj)
W tym dokładnie czasie matka mojego dziecka, gdy ja tracę pracę, wnosi do sądu pozew o podniesienie alimentów z 350 zł do 850 zł. Ja twierdzę przed sądem rodzinnym, że powinniśmy rozmawiać o obniżeniu alimentów, bo właśnie straciłem pracę. Sąd Rodzinny zadał pytanie mojemu byłemu pracodawcy o powód rozwiązania ze mną umowy o pracę, a w odpowiedzi otrzymał informację, ze umowa została rozwiązana ponieważ, cyt. „utraciłem zaufanie pracodawcy i byłem niekreatywny na zajmowanym stanowisku pracy". Sąd Rodzinny zarzucił mi, że skoro sam przyczyniłem się utraty pracy oraz jestem oficerem Policji, absolwentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, to posiadam wysokie możliwości zarobkowe (2900 zł miesięcznie), ale celowo ich nie wykorzystuję. Dziecko jednak nie otrzymało podwyżki do 850 zł a jedynie z 350 zł na 400 zł miesięcznie. A przecież, przy moich dyrektorskich dochodach, tj. 4920 zł było realne, że sąd wkrótce mógł zasądzić jeszcze wyższą kwotę. To dosyć dziwne okazywanie troski o interes dziecka, czyż nie Panie Dyrektorze? (czytaj)
Spotykając się z zarzutem sądu, co czytamy w uzasadnieniu wyroku sądu rodzinnego, że świadomie pogarszam swoją sytuację materialną zdecydowałem się, że wrócę do Policji i jeszcze w trakcie trwania sprawy alimentacyjnej zgłosiłem gotowość do służby w kilku komendach w Polsce oraz w ABW. Zewsząd nadchodziły odpowiedzi odmowne, ale bez sensownego uzasadnienia. Były takie, że obecnie nie prowadzą naboru, albo taj jak ABW, że jako pracodawca mają prawo doboru kandydatów według własnego uznania.
Tu mogę z całą pewnością stwierdzić, że w tamtym momencie zaglądano do moich akt osobowych, żeby sprawdzić kim jestem. I co tam znaleziono? Niedoręczony rozkaz 5123!!! Ale ja o tym jeszcze wtedy nie wiedziałem. Wtedy ufałem organom państwa, że jestem zwolniony z Policji i dlatego ubiegałem się o ponowne przyjęcie do służby.
Co Pańskim zdaniem, Panie Dyrektorze, powinien był zrobić organ w 2002 roku w praworządnym państwie prawa, gdy mógł i powinien zauważyć, że brak doręczenia decyzji administracyjnej? Oczywiście, w demokratycznym państwie prawa, które postępuje według zasad praworządności i sprawiedliwości społecznej taki organ powinien dążyć do wyjaśnienia i naprawienia stanu bezprawnego. A w moim konkretnym przypadku, z własnej inicjatywy organ powinien był podjąć jeden z możliwych prawnie kroków: doręczyć rozkaz 5123 albo przydzielić mi obowiązki służbowe.
Dlaczego organ nie podjął żadnego ze zgodnych z prawem rozwiązań? Bo doręczenie rozkazu umożliwiało mi odwołanie się a przydzielenie obowiązków służbowych z automatu zaliczałoby trzyletni okres bezprawnego zawieszenia do wysługi lat i konieczność wypłaty zaległych świadczeń. Zresztą podobnie byłoby z doręczeniem rozkazu, bo to także z automatu sanowałoby okres trzech lat wysługi.
Zaskoczony takim obrotem sprawy dostaję jeszcze pracę w firmie ImpelTom Marek Kapalski sp. komandytowa, ale właściciel oczekiwał, że będę podejmował kroki do przejmowania kontraktów od firmy Impel Security Polska Sp z o.o. – nie robiłem tego, więc pracowałem tam jedynie przez trzymiesięczny okres próbny. W 2002 roku rozpoczyna się wieloletni okres bezrobocia, przerywany doraźnie krótkimi zatrudnieniami w różnych firmach.
Wiedziałem, że BI KRK zachowało się niewłaściwie ujawniając moje dane osobowe. Chcąc uniknąć na przyszłość takiego wypadku wystąpiłem do Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego z prośbą o ułaskawienie. W odpowiedzi otrzymałem informację, że Prezydent RP nie może mnie ułaskawić, ponieważ nie jestem skazany. Kilkanaście lat później, w sprawie ważnych polityków, kwestia bycia skazanym nie była już tak ważna, czyż nie? Żeby nie było wątpliwości, argumentacja Prezydenta Kwaśniewskiego do mnie przemawiała i jej daję swoje poparcie.
W tym momencie zrozumiałem, że BI KRK ponosi odpowiedzialność za mój dramat. Pisałem do wszystkich „świętych” tego kraju, a wielu z nich odpowiadało mi słowami w stylu: „…uprzejmie informuję, że korespondencja, którą kieruje Pan do Ministerstwa Sprawiedliwości jest każdorazowo wnikliwie analizowana. Z oczywistych jednak względów nie w każdym przypadku możliwe jest udzielenie odpowiedzi odpowiadającej oczekiwaniom wnioskodawcy.”
Równolegle toczyła się sprawa przeciwko firmie Impel Security Polska przed sądem pracy. Proces ten przegrałem, ale dzięki tej sprawie uzyskałem jeden kluczowy dowód – pismo mojego byłego pracodawcy, w którym bardzo wyraźnie wskazał, że szczególną przyczyną rozwiązania ze mną umowy o pracę było uzyskanie informacji z Biura Informacyjnego Krajowego Rejestru Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości.
Numer sprawy sądowej IC 2073/05 przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Ministra Sprawiedliwości o zapłatę wskazuje, że sprawa ta toczyła się już w czasie, gdy ministrem sprawiedliwości był zbigniew ziobro (nigdy nie napiszę imienia i nazwiska tego człowieka z dużej litery z uwagi na ogrom bezprawia, jakiego się dopuścił przez lata swojej władzy)
W 2005 roku wystąpiłem ze skargą do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych na bezprawne ujawnienie danych osobowych przez BI KRK Ministerstwa Sprawiedliwości. W pierwszej decyzji z 3 lutego 2006 r. GI-DEC-DS.-42/06/127 GIODO odmówił mojego wniosku. W odwołaniu użyłem argumentacji prawnej, która zmusiła GIODO do uchylenia ww. decyzji w dniu 25 maja 2006 r. wydając decyzję GI-DEC-168/06/489, w treści której wskazał iż BI KRK Ministerstwa Sprawiedliwości naruszyło przepisy ustawy o ochronie danych osobowych. Jednocześnie GIODO wskazuje w tej decyzji, że na podstawie mojego przypadku przeszkolono pracowników BI KRK, aby udzielali odpowiedzi zgodnie z prawem.
Pan Dyrektor widzi, co z wynika z tego, że ustawa o ochronie danych osobowych, która weszła w życie w 1998 roku, a z treści pisma z dnia 3 października 2005 roku, jakie otrzymałem od Dyrektora Biura Informacyjnego KRK, pani Grażyny Nowak-Szulejowskiej czytamy, że udzielona odpowiedź była zgodna z danymi mnie dotyczącymi, będącymi wówczas w posiadaniu Rejestru? Musi Pan to widzieć, bo ziobryści doskonale to widzieli już wtedy: „Od 1998 roku do października 2005 roku instytucja wchodząca w skład Ministerstwa Sprawiedliwości łamała prawo w sposób ciągły, a wypłacenie zgodnie z art. 77 Konstytucji utraconych wskutek niezgodnego z prawem działania organu władzy publicznej tworzyłoby straszliwie niebezpieczny precedens!!!”.
23 sierpnia 2006 roku Sąd Okręgowy w Warszawie w wymienionej wcześniej sprawie IC 2073/05 przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Ministra Sprawiedliwości o zapłatę wskazuje że BI KRK złamało przepisy ustawy o ochronie danych osobowych, ale jednocześnie zawyrokował, że ja tą sprawę przegrałem, bo nie wykazałem, że istnieje związek przyczynowo- skutkowy pomiędzy bezprawnie udzieloną mojemu pracodawcy informacją a natychmiastowym rozwiązaniem umowy o pracę, bo zdaniem sądu nie było gwarancji, że pracowałbym do końca trwania umowy!
- Sztuczka nr 1: „Skoro umowę można było wypowiedzieć bez przyczyny, to nie ma przyczyny”. Sąd miesza formalną możliwość wypowiedzenia z faktycznym powodem wypowiedzenia. To tak, jakby sprawca podał truciznę i bronił się: „przecież i tak kiedyś by umarł”. Fakt, że prawo dopuszczało wypowiedzenie, nie kasuje tego, że impulsem była bezprawna informacja z KRK.
- Sztuczka nr 2: Dowód nazwany „kurtuazją”. List z podziękowaniami/życzeniami (z datą bezpośrednio po wypowiedzeniu) sąd zbył jako „uprzejmy gest”, choć logicznie to ocena pracy – normalnie pracodawca nie wystawia „laurki” pracownikowi, którego rzekomo zwalnia za „brak kreatywności”.
- Sztuczka nr 3: Sukces mojego pracownika użyty… przeciwko mnie. Sąd pisze, że osoba zatrudniona przeze mnie wbrew sugestiom przełożonych po moim odejściu wygrała przetarg i została „najlepszym sprzedawcą w kraju” – i robi z tego… argument przeciwko mnie. Zamiast uznać, że ocena mojej pracy była niesprawiedliwa, sąd odwraca ciężar wniosków.
- Sztuczka nr 4: „Bezprawność była, ale szkody nie”. Sąd przyznaje, że KRK wykroczył poza upoważnienie (udzielił danych o warunkowym umorzeniu, choć mógł co najwyżej potwierdzić brak prawomocnego skazania). I w tym samym oddechu twierdzi, że brak adekwatnego związku między tym bezprawiem a moją szkodą (utrata pracy, płynności, możliwość studiów itd.). To klasyczne cięcie łańcucha przyczynowego skalpelem retoryki.
- Sztuczka nr 5: „Niewykazane kwoty”. Zarzut „nieskonkretyzowanej wysokości szkody” pojawia się wtedy, gdy sąd ignoruje realny skutek: utratę zatrudnienia i wynagrodzenia przez bezprawny wyciek danych. Najpierw usuwa się przyczynę, potem mówi: „nie widzę szkody”.
- Sztuczka nr 6: Postraszenie kosztami. Wyraźny przekaz: dziś ci koszty darujemy, ale w apelacji już niekoniecznie. To chłodny komunikat zniechęcający do dalszej walki, choć mowa o sprawie systemowej.
- I najważniejsze: ten wyrok sam zdradza skalę problemu. W uzasadnieniu są wzmianki, że po mojej sprawie KRK szkoli pracowników w zakresie udzielania informacji o karalności. To milczące przyznanie, że wcześniej systemowo robiono to źle. Czyli: uznano bezprawność praktyki — ale jednostkową sprawę „wyprostowano” na poziomie odpowiedzialności i związku przyczynowego, by zamknąć puszkę Pandory.
Sąd posunął się dalej i stwierdził w wyroku, że mimo iż przegrałem tą strawę, to sąd mi daruje pokrycie kosztów sądowych, ale jednocześnie zwraca mi uwagę, że w wypadku apelacji to nie ma gwarancji, że będę zwolniony z kosztów sądowych.
Tu drobna uwaga, Panie Dyrektorze, która uzasadni Panu, dlaczego domagam się osobistego spotkania z Ministrem Sprawiedliwości, który twierdzi publicznie, że należy podjąć działania do przywrócenia praworządności: „Uważam, że w demokratycznym państwie prawa powinna być zasada, że w przypadku, gdy w pierwszej instancji sąd stwierdza bezprawność organu państwa to z automatu strona, przeciwko której bezprawne działanie organu wystąpiło, powinna nabywać prawo wskazania adwokata z urzędu… Nawet najdroższego, ale już na koszt państwa.”
Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie, prawda Panie Dyrektorze? A Sąd Okręgowy w Warszawie i Sąd Apelacyjny w Warszawie I Wydział Cywilny w sprawie IACa 1136/06 w wyroku z dnia 15 marca 2007 r. działały w jednym celu: Zdusić w zarodku oczywistą groźbę fali podobnych roszczeń przeciwko ich chlebodawcy. Ja nie mam złudzeń, co zrobiłby zbigniew ziobro z sędziami, którzy na taki precedens przeciwko Ministerstwu Sprawiedliwości by pozwolili.
Wyrok Sądu Apelacyjnego jest pomnikiem hipokryzji: państwo przyznaje bezprawie, ale odcina odpowiedzialność za skutki. Moja sprawa – choć przyniosła jałmużnę 10 000 zł – wymusiła naprawę praktyk KRK. Nie proszę o gest – żądam prawa: pełnego odszkodowania i rozliczenia systemowego bezprawia.
Kasacja? Tak, podjąłem kroki, żeby złożyć skargę kasacyjną. Ale system jest ułożony tak, żeby zatrudnić adwokata, bo inaczej skargi kasacyjnej się nie złoży. Adwokat zabrał 7 tysięcy z tych 10 i Sąd Najwyższy nie rozpatrzył mojej skargi kasacyjnej, gdyż mój adwokat, w skrócie: „spartolił” kasację. I to dzięki temu sprawa w takim stanie się ostała. I dziś po latach bezprawia Pan, Panie Dyrektorze odsyła mnie do Sądu… Do tego sądu, który we wszystkich możliwych sytuacjach stawał po stronie silniejszego? Tam mam iść Pańskim zdaniem, Panie Dyrektorze?
Takie jest prawo? Prawo jest takie, że istnieje art. 77 Konstytucji! Takie jest prawo. I w świetle paragrafu 2 nie ma znaczenia przepis ustawy tj. art. 366 K.p.c. Powołuje się Pan Dyrektor na res iudicata w kontekście rozstrzygnięcia sądów w czasie zbigniewa ziobry, które były rażąco odległe od sprawiedliwego rozstrzygnięcia? Czyli wygląda na to, że Ministerstwo Sprawiedliwości nadal jest zainteresowane nieotwieraniem „puszki Pandory” kosztem utrzymania niezgodnego z zasadami słuszności i sprawiedliwości rozstrzygnięcia. Troszkę się to kłóci z głoszonymi przez Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka. Czy on wie o przyjętej przez Państwa strategię?
Równolegle od 2005 roku ruszył proces oficjalnego naboru do Policji. Zadawałem pytania w moich wystąpieniach do kierowników jednostek Policji i do Komendy Głównej Policji, dlaczego jako oficer Policji mam przechodzić egzaminy, skoro Prezydent RP wydając mi akt mianowania na stopień podkomisarza Policji zdecydował, że jestem policjantem. Odpowiadano mi, że przepisy nie pozwalają na ominięcie procedury naboru, nawet jeśli dotyczy to oficera Policji.
W 2006 roku przystąpiłem do procedury kwalifikacyjnej jak zwykły kandydat z ulicy. Przeszedłem pozytywnie egzaminy z wiedzy ogólnej, testy sprawnościowe, test multiselect. W efekcie zaliczenia tych etapów postępowania wyznaczono mi termin badań przed WKL na 17 maja 2006 roku.
16 maja 2006 roku do dzwoni do mnie ktoś, kto podaje się za policjanta z Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie Wielkopolskim i informuje mnie, że Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie Wielkopolskim przerwał wobec mnie postępowanie kwalifikacyjne. Z uwagi na fakt, że ta informacja nie została mi przekazana na piśmie stawiłem się następnego dnia do Polikliniki w Zielonej Górze, gdzie wydano mi obiegówkę.
18 maja 2006 roku lekarz chirurg zapisuje w karcie, że mam żylaki kończyn dolnych – innych schorzeń brak. Finalnie ląduję w gabinecie przewodniczącego WKL MSWiA w Zielonej Górze. Rozmowa z lekarzem układa się doskonale, już ma złożyć podpis w rubryce zdolny do służby, gdy ja przyznaję się, że już służyłem w Policji i że jestem oficerem, który wraca do służby. Nastawienie lekarza zmieniło się o 180 stopni – pan doktor zauważył nagle, że chirurg zapisał żylaki. Wówczas powiedział coś w rodzaju: „Żylaki? Nie, niestety nie mogę pana przepuścić”. I w ten sposób dopełnił się mój kandydacki los.
Parę dni później przychodzi do mnie pismo Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim datowane na 17.05.2006 r., w którym Naczelnik Wydziału Kadr i Szkolenia podinsp. mgr Mirosław Chiloński informuje mnie, że Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie w dniu 10.05.2006 roku przerwał wobec mnie postępowanie kwalifikacyjne na podstawie paragrafu 9 ust. 2 Rozporządzenia Ministra SWiA z dnia 23 stycznia 2006 r. (Dz. U. Nr 12, poz. 77) – uzasadnienie otrzymałem w innym piśmie KWP, z której wynikało, że jedyną przyczyną przerwania postępowania tego postępowania były wykryte żylaki.
NAPRAWDĘ?!!!
Daty pisma z 17 maja 2006 r. dowodzą, że KWP ma wybitną zdolność jasnowidzenia!!! Cynizm Policji jest na poziomie absurdu, który gwałci logikę prawa. Zaznaczyć należy, że przerwanie postępowania kwalifikacyjnego powinno nastąpić w formie decyzji administracyjnej z pouczeniem o środkach odwoławczych. Kolejny akt działania niezgodnego z prawem organu państwowego, który wprost jest przestępstwem urzędniczym. Gdzie Konstytucja, Panie Dyrektorze? (przypominam Panu, że to jeszcze czas pierwszego PiSu).
Kilka dni później, 3 albo 5 czerwca 2006 roku spotykam się osobiście z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem i wręczam mu list otwarty do przedstawicieli władz najwyższych RP. W efekcie premier rozłożył ręce i powiedział: „Chciałbym pomóc, ale Królem nie jestem”. Ciekawym było to, co wydarzyło się w moim domu w czasie, gdy ja wyszedłem ze spotkania z premierem. Gdy przyszedłem do domu, to moja mama poinformowała mnie, że dzwonił Henryk Filiński z Kalska i powiedział, że są u niego policjanci, którzy powiedzieli, że Zbyszek Żbikowski nigdy nie będzie policjantem, bo to sprawa polityczna. Okazało się, że któryś z tych oficerów był przyjacielem tego samego domu, co moi rodzice i na czas wizyty premiera Marcinkiewicza w Zielonej Górze właśnie w domu Henryka Filińskiego założyli sztab koordynujący przebieg zabezpieczenia. Sprawa polityczna, bo człowiek szukał pomocy u rządzących jego krajem? Ciekawe.
Odwołania od decyzji Komisji Lekarskiej do wyższej instancji nie przynoszą zamierzonego efektu. W tym samym roku Rzeczniczka Prasowa lubuskiej komendy Agata Sałatka informuje media: „Zastrzeżenia do zdrowia nie były jedynymi, choć i tak uniemożliwiłyby przyjęcie do służby. Poza tym komendant przerwał proces rekrutacji z innych powodów. Zgodnie z prawem nie musi ich ujawniać”. To publiczne kłamstwo potwierdza, że już wtedy policja wiedziała, że w moich aktach osobowych panuje prawny chaos, ale zamiast go naprawić, postanowiono mnie zniszczyć.
Skutki tego zniszczenia nie kazały na siebie długo czekać. Bezprawne pozbawienie mnie środków do życia i możliwości zarobkowania uderzyło w fundamenty mojej egzystencji. Najpierw straciłem dorobek całego życia – dom, który budowałem dla swojej rodziny. Został zlicytowany, a ja zostałem z niczym. Ale to była tylko strata materialna. Prawdziwa egzekucja nastąpiła później. Wskutek biedy, w którą wpędziło mnie Państwo Polskie, Sąd Rodzinny – ten sam, który wcześniej podwyższał mi alimenty w czasie bezrobocia – uznał, że jestem niewydolny wychowawczo i finansowo. Efekt? Pozbawiono mnie władzy rodzicielskiej nad moją ukochaną córką. Moje dziecko zostało oddane do adopcji przez obywatela Niemiec. Zostałem wymazany z jej życia decyzją sądu Rzeczypospolitej Polskiej, bo inna instytucja tej samej Rzeczypospolitej bezprawnie pozbawiła mnie pracy. Czy jest Pan w stanie wyobrazić sobie ból ojca, któremu system odbiera dziecko, bo system wcześniej zabrał mu chleb?
W 2008 roku, zrozpaczony, ale świadomy już źródła tego zła, składam oficjalną skargę i domagam się doręczenia mi rozkazu nr 5123. Rozumiem już, że to ten „niedoręczony duch” blokuje każde moje działanie. Policja milczy lub odpisuje wymijająco.
W dniu 17 grudnia 2010 roku podejmuję krok, który prawnie zmienia wszystko – skutecznie wycofuję mój raport o zwolnienie ze służby z 1998 roku. Od tej chwili podstawa prawna rzekomego zwolnienia (nawet gdyby była doręczona) przestaje istnieć.
Rok 2011 to czas, gdy resort spraw wewnętrznych brnie w kłamstwa, byle tylko nie przyznać się do błędu. Najpierw Minister Adam Rapacki wydaje decyzję utrzymującą w mocy wadliwe rozstrzygnięcia. Następnie urzędnicy MSWiA w piśmie do mojej ówczesnej pełnomocnik, Mecenas Anny Witek, dopuszczają się jawnego poświadczenia nieprawdy. Piszą, że wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 2009 roku (który oddalił skargę z przyczyn formalnych art. 155 k.p.a., a nie merytorycznych) rzekomo „usankcjonował prawidłowość doręczenia” rozkazu. To kłamstwo wprowadziło mojego adwokata w błąd i sparaliżowało moją obronę na lata.
W tym samym czasie Komendant Główny Policji wydaje Decyzję nr 76. W jej uzasadnieniu Policja de facto przyznaje się do tego, że nie posiada dowodu doręczenia rozkazu nr 5123! A mimo to, odmawia stwierdzenia nieważności decyzji, „legalizując” bezprawie poprzez milczącą akceptację stanu nieistniejącego. Uznają, że skoro wiedziałem o zwolnieniu (bo pisałem pisma), to doręczenie nie jest potrzebne. To kpina z procedury administracyjnej.
Trzeba było czekać aż do listopada 2025 roku, by prawda ostatecznie wyszła na jaw. Uzyskałem wówczas Zaświadczenie z Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze, które czarno na białym stwierdza: w moich aktach osobowych brak jest zwrotnego potwierdzenia odbioru rozkazu nr 5123. Po 27 latach mam dowód, że Król jest nagi. Decyzja o zwolnieniu nigdy nie weszła do obrotu prawnego.
EPILOG (Rok 2023): To kalendarium ma jednak swój epilog, który wydarzył się w 2023 roku. Po 25 latach rozłąki spotkałem się z moją Córką. Zobaczyłem dorosłą, 32-letnią, piękną Kobietę. Padłem przed nią na kolana w samym środku miasta i błagałem o wybaczenie – że jako ojciec nie zdołałem nas obronić przed tą rozłąką. Ona mnie przytuliła i z uśmiechem powiedziała: „Wybaczam Tobie”. Słowo „Tato” usłyszałem dopiero później, przez telefon, gdy zadzwoniła z życzeniami z okazji Dnia Ojca!
Chcę też powiedzieć Panu coś, co mrozi krew w żyłach. Państwo zniszczyło mnie finansowo. Jeśli umrę przed odzyskaniem sprawiedliwości, to do niej – do tej Córki, którą mi odebrano – mogą zgłosić się banki z żądaniem pokrycia długów powstałych przez lata mojego bezprawnego bezrobocia. Jeśli ktokolwiek uważa, że to jest sprawiedliwe, jest niespełna rozumu.
Szanowny Panie Dyrektorze,
Potwierdzam zatem otrzymanie pisma z dnia 18 grudnia 2025 r. Przyjmuję do wiadomości Państwa stanowisko o braku podstaw do zawarcia ugody na obecnym etapie oraz wskazanie drogi sądowej jako właściwej do dochodzenia roszczeń.
W związku z powyższym informuję, że zgodnie z Państwa sugestią, podjąłem stosowne kroki prawne, jednakże w pierwszej kolejności na droze administracyjnosądowej. Obecnie przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Gorzowie Wlkp. zawisła sprawa ze skargi na bezczynność organów Policji w przedmiocie ustalenia mojego statusu służbowego (sygnatura sprawy w toku nadawania).
Istotą sporu jest wykazanie, że decyzja o zwolnieniu mnie ze służby nigdy nie weszła do obrotu prawnego z powodu braku jej doręczenia, co organy Policji próbowały ukryć przez 27 lat. Rozstrzygnięcie tej kwestii przez WSA będzie miało charakter prejudycjalny dla wszelkich roszczeń odszkodowawczych skierowanych do Skarbu Państwa.
Zwracam się zatem z niniejszą informacją, aby Biuro Finansów miało świadomość, że brak ugody na tym etapie skutkować będzie powrotem do rozmów po uzyskaniu przeze mnie wyroku WSA, co wiązać się będzie z koniecznością uwzględnienia przez Skarb Państwa narosłych przez ten czas odsetek oraz kosztów procesowych.
Z poważaniem, podkomisarz Zbigniew Żbikowski (bez przydziału służbowego)
PS. Chyba powinienem przyjąć pseudonim „Hiob”.
Klauzula bezpieczeństwa: Treści na tym blogu opierają się na faktach, dokumentach i subiektywnych ocenach autora dotyczących jego walki prawnej. Nie stanowią one porady prawnej. Wszelkie decyzje podejmowane na podstawie tych informacji czytelnik podejmuje na własną odpowiedzialność.
Komentarze
Prześlij komentarz